poniedziałek, 31 grudnia 2018

TOP 5 (Moich) Najlepszych Książek 2018


31. grudnia, koniec roku. Podsumowania, postanowienia, życzenia na kolejny rok. Gdzie byłam, co widziałam, czego się nauczyłam - to już podsumuję sobie innym razem. Teraz, tak TERAZ, pora na coś o wiele ważniejszego. Na podsumowanie książek, które przeczytałam i które całkowicie skradły moje serducho. Zapraszam!

Jak możecie zauważyć, czytam coraz mniej (dzielę się stroną z innymi czytelniczkami). Dobieram sobie lektury pod względem jakości a nie ilości, przez co siłą rzeczy stałam się strrrrasznie wybredna. To już nawet nie jest TOP 10 tylko TOP 5, ponieważ gdy doszło do wybierania przeze mnie lektur, uznałam, że nieee... ta powieść była tylko spoko; a tej już w ogóle nie pamiętam. No cóż - starość nie radość. Ciekawostką niech będzie to, że TOP 5 2018 faktycznie składa się z powieści wydanych w 2018 roku. Enjoy.

czwartek, 27 grudnia 2018

FC Barcelona. Więcej niż futbol - Dariusz Tuzimek

Od dłuższego czasu z przyjemnością obserwuję rynek literacki, których głównymi adresatami są mali chłopcy (8-15 lat). Podczas kiedy dla dziewczynek w tym wieku lektur jest pod dostatkiem, tak chłopcom ciężko dogodzić, by ich odpowiednio zainteresować. Na całe szczęście są takie serie jak Kluby wszech czasów oraz Mali Mistrzowie, mające do zaoferowania znacznie więcej, niż mile spędzony czas.

Z Hiszpanii wracałem już jako kibic Barcelony. Zakochany w niej po uszy. Pewnie decydujące były te ciarki na plecach - nie mogło być inaczej. [...] Barça to klub wyjątkowy, o czym przekonacie się w kolejnych rozdziałach*. 

Swego czasu recenzowałam Real. Królewska drużyna, który całkowicie skradł moje serce (mimo że jakoś szczególnie nie interesuję się piłką nożną). Pod względem wykonania, treści jak i samego sposobu przekazywania informacji seria Kluby Wszech Czasów są dopieszczone do perfekcji. Cieszy zatem fakt, że FC Barcelona. Więcej niż Futbol nie odstaje! 

piątek, 21 grudnia 2018

Krwawy księżyc - K. C. Hiddenstorm

Marzenia. Jedne się spełniają, inne pozostają nimi do końca życia. W skrytości ducha pragniemy wielu rzeczy - nowego samochodu, lepszego mieszkania, pójścia na koncert ulubionego zespołu, wyjazdu za granicę i tak dalej. Jednak czy kiedykolwiek przystanęliśmy chociaż na chwilkę, by zaczerpnąć głęboki oddech i zastanowić się, jakie konsekwencje mogą iść za naszymi pragnieniami? Pewnie nie, nikt się nad tym nie zastanawia… Podobnie jak główna bohaterka Krwawego księżyca, której zamarzyło się być pisarzem. Co w tym strasznego? Przekonacie się w dalszej części tej recenzji.

Zabierając się za lekturę, nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Nie czytałam jej żadnej powieści, toteż nie miałam pojęcia na co się przygotować.


Krwawy księżyc przyciąga czytelnika już samą okładką. Chociaż z początku może się ona wydawać strasznie minimalistyczna, to po lekturze całej książki śmiało mogę powiedzieć, że grafik wiedział doskonale, co robi! Widzimy krwawy ślad dłoni i połowę twarzy  pięknej kobiety. Czemu się ona ukrywa? Skąd ta intensywna czerwień na drzwiach? Dwa zdania widniejące na oprawie dopełniają całości:

Każde marzenie może stać się koszmarem.
Każdy człowiek może stać się potworem.

Czytelnik już jedynie tymi informacjami jest zainteresowany treścią powieści na tyle, by po nią sięgnąć, a uczucie te pogłębia jeszcze opis.

wtorek, 18 grudnia 2018

Bez słowa - Rosie Walsh

Wyobraź sobie, że poznajesz człowieka, który w przeciągu siedmiu tylko dni staje się najważniejszą dla ciebie osobą. Irracjonalne? Niekoniecznie, ostatecznie na drodze każdego z nas pojawia się osoba odwracająca wszystko do góry nogami. To z nią planujemy przyszłość, tworzymy cele i realizujemy marzenia... chyba że ta osoba znika. 


Podobne zniknięcie przeżywa Sarah, kiedy jej ukochany Eddie nie daje znaku życia. Wykorzystał ją? Zabawił się, a potem po prostu wrócił do żony i dzieci? Sarah w to nie wierzy. Postanawia sama zacząć poszukiwania, a te okażą się bardzo trudne. Ostatecznie - czy ona go w ogóle zna?

niedziela, 16 grudnia 2018

Puk, puk... czy to już sześć lat?

O ludu, mój, ludu, co to się ze mną dzieje, że po raz pierwszy o mało nie zapomniałam o tym święcie?! A to przecież rzecz wielka - całe sześć lat! Na swoje usprawiedliwienie mama tylko to, że dużo się przez ostatni czas u mnie działo, czasami nie wyrabiam na zakręcie, czasami padam na twarz, ale nie ma, że nic nie napiszę! Zapraszam na podsumowanie całych sześciu lat blogowania! 


Sześć lat... dużo się przez ten czas działo!

Ostatni rok był dla mnie szczególnie intensywny w życiu pozablogowym, dlatego też nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, czytałam coraz mniej, ponieważ najnormalniej w świecie nie miałam tyle czasu na lektury, ile bym chciała. To źle? Niekoniecznie. Podobna sytuacja dobrze mi zrobiła - uspokoiłam się w ilości, a skupiłam na jakości. Dlatego też ostatnio czytam głównie klasyki bądź powieści, które naprawdę mogą coś wnieść do mojego życia. Chłamowi i harlequinom powiedziałam stanowcze NIE i alleluja!

czwartek, 13 grudnia 2018

Zabójcza biel - Robert Galbraith (J.K. Rowling)

Galbraith vel Rowling długo kazał/a czekać na czwartą powieść o detektywie Cormoranie Strike'u. Od mojej lektury Żniw zła minęło przeszło dwa i pół roku, co było dość długim okresem jak na tak emocjonujące zakończenie. Po Zabójczej bieli rozumiem, co zajęło autorowi tak dużo czasu - trzeba przyznać, że rzetelnego researchu można się uczyć od Rowling. Jednkaże czy to wystarczyło, by uznać jej najnowszą książkę godną poświęconego czasu?


Do biura Cormorana i Robin przychodzi dziwny mężczyzna. Ma na imię Billy i już na pierwszy rzut oka widać, że jest osobą z zaburzeniami psychicznymi. Ciężko zatem uwierzyć mu na słowo, gdy wyjawia, że w młodości widział, jak ktoś zabija małe dziecko i zakopuje je tuż obok konia. O co chodzi? Tego detektyw się nie dowiaduje, ponieważ Billy ucieka. Lecz trop pozostaje i okazuje się bardzo przydatne przy kolejnym zleceniu - tym razem od ministera kultury.

wtorek, 11 grudnia 2018

Rosyjski nie gryzie, czyli kolejna próba zmierzenia się z językiem obcym


Wbrew pozorom rosyjskiego chciałam się już zacząć uczyć od dawna, mimo że zawsze odpędzałam się od tego zamiaru jak od natrętnej muchy, tłumacząc sobie: "jeszcze nie teraz", "skup się na innych językach" bądź "przecież nawet cię tam nie ciągnie". Jednakże podobne myśli bardzo szybko zmieniły swoje brzmienie o sto osiemdziesiąt stopni, gdy na moim nowym kierunku spotkałam Natallię, której ojczystym językiem jest właśnie rosyjski. I nagle w głowie zabrzmiała mi myśl - "jeśli nie teraz, to kiedy?". No właśnie! No to teraz.

Nauka języka obcego na własną rękę z native speakerem nie jest rzeczą prostą. Oczywiście - siedzi obok nas osoba, która zna ów język na wyczucie, poprawia w wymowie... ale z tłumaczeniem bywa różnie, ponieważ ona również nie wie, dlaczego coś jest w ten sposób zapisane i czemu akurat ten wyraz się tak odmienia - przecież się tego nie uczyła. Na całe moje szczęście Natallia od dziecka bardzo lubiła rosyjski, dlatego wychwytywała te niuanse językowe z najczystszą przyjemnością.