Z klasykami jest tak, że na ogół wszyscy je znają, a tylko garstka je czytała i ma możliwość coś na ich temat powiedzieć. Przyznam się, że ostatnio czuję "przypływ miłości" na stare tytuły, które koniecznie chcę poznać. Tak też padło na "Wichrowe wzgórza" jedynej powieści Emily Bronte!
Przenieśmy się do przełomu XVIII i XIX wieku. To właśnie wtedy do majątku na Wuthering Heights (pl. Wichrowe Wzgórza) powraca pan Earnshaw. Lecz nie przybywa sam. Wraz z nim do Anglii przyjeżdża bezdomny chłopiec o cygańskich korzeniach, który błąkał się bez celu na ulicach Liverpoolu. Panu Earnshaw zrobiło się żal dziecka i postanowił go przygarnąć, tym samym nakazując dwójce swych dzieci: Cathy i Hindley'owi traktować znajdę jak własnego brata, którego nazywa Heathcliffem. Niedługo potem umiera.
Jego prośba zostaje spełniona tylko częściowo. Przyszły panicz Wuthering Heights, Hindley, traktuje go jako służącego, kogoś gorszego od najgorszych, nieustannie go poniżając. Natomiast mała Cathy, nie zważając na uwagi brata, niemal natychmiast zaprzyjaźnia się z Heathcliffem, co później przeradza się w tak silną wieź, iż przybrane rodzeństwo nie będzie mogło bez siebie żyć. Mijają lata, a główna bohaterka przeistacza się w kobietę i jak każda młoda niewiasta będzie musiała zmierzyć się z kwestią małżeństwa... jej wybór niestety nie trafia na tego, którego kocha ze wzajemnością.