Strona Główna

niedziela, 17 czerwca 2018

Zrobić coś spektakularnego, coś wyjątkowego

„Płatonow” oraz „Kto się boi Virginii Woolf?” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego to historie, które, choć napisane w różnych epokach i przez różnych artystów, łączyły w sobie obraz zdeprawowanego świata, pozbawionego nadziei dla swoich obywateli. Jak się okazało, podobnie rzecz ma się w jego kolejnym spektaklu dla Teatru Wybrzeże pod tytułem: „Bella Figura”. 
 

Para kochanków siedzi w samochodzie. Trzykrotnie sprzeczają się o miejsce ich randki. Ona, Andrea (Agata Bykowska), jest samotną matką, farmaceutką, która doskonale wie, że jej ukochany Boris (Michał Jaros) ma żonę. Zazdrosna, pragnie wrócić do domu, jednakże przez niefortunny zbieg okoliczności, potrącają starszą panią, Yvonne (Katarzyna Figura). Tym samym dostają się na jej przyjęcie urodzinowe, które pierwotnie miała spędzić tylko z synem Ericem (Jakub Nosiadek) i jego partnerką Françoise (Katarzyna Dałek). Nikt z nich nie przypuszcza, jak bardzo ten wieczór doprowadzi do ich psychicznego upadku…

„Bella Figura” została napisana przez jedną z najsłynniejszych francuskich dramatopisarek Yasmina Reza, która przedstawia świat pozbawiony wrażliwości. Ludzie w nim żyjący są zdegradowani, samolubni oraz samotni. Każdy bohater cierpi i nie potrafi odnaleźć zrozumienia, choć bardzo chciałby „zrobić coś spektakularnego, coś wyjątkowego”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza właśnie ten tytuł: „Fare bella figura”. To spektakl na swój sposób nieprzyjemny, poruszający nawet te najcieńsze wrażliwe struny u widza. Przy okazji jest bardzo trudny w odbiorze, przez co łatwo pomylić się w jego osądzie. Podczas trwania spektaklu ma się zupełnie inne odczucia, niż po opuszczeniu teatru, gdy widz zaczyna krok po kroku analizować poczynania bohaterów i lepiej ich rozumieć.

Akcja rozkręca się stopniowo, a każde kolejne wydarzenie wydaje się być przysłowiową ciszą przed burzą. Zaczyna się ciekawie, wręcz akademicko, poprzez potrójne odczytanie tych samych wersów w zupełnie innej intonacji. Później dialogi niestety wydają się momentami zbyt przesadzone, jak gdyby twórcy nie wierzyli w inteligencję swoich widzów. Jednakże finał „Bella  Figura” zachwyca, stając się kontrastem dla wszystkich wcześniejszych wydarzeń. Po podobnym zakończeniu nie sposób odpędzić się od refleksji.
  
Momentami dziurawy scenariusz ratuje odpowiednia intonacja oraz mimika piątki aktorów, którzy – bądź co bądź - nie dostali łatwego zadania. Ze względu na ich kreacje egoistycznych postaci, trudno ich polubić, ale dzięki doskonale odegranej tragedii łatwo im współczuć. Najjaśniejszym punktem wydaje się zagubiona w świecie Andrea, która stara się uciec z zastałej nicości, twierdząc, że przed śmiercią chciałaby zrobić coś spektakularnego. To bodajże jedna z najodważniejszych ról Agaty Bykowskiej ze względu na śmiałe, momentami niestety przesadzone sceny erotyczne oraz nieustanne chodzenie topless, mające odzwierciedlić jej zdegradowaną postać, która opiera swoje życie głównie na aspektach cielesnych. Niewątpliwie porusza.

Zdawać by się mogło, że podobne przedstawienie powinno mieć miejsce na kameralnej, intymnej scenie, w której konfrontacja między bohaterami byłaby tym dotkliwsza, gdyż nieustannie by się ze sobą „stykali”. Jednakże jest wprost przeciwnie i „Bella Figura” wystawiana została na Dużej Sali Teatru Wybrzeże, powiększonej jeszcze o wyjęte pierwsze rzędy krzeseł. Zamiast nich pojawił się samochód o wyjątkowej nazwie „Pussy”. Mirek Kaczmarek wykorzystał pełnię możliwości podobnej przestrzeni, która została „zagracona” wieloma stolikami i krzesłami. Najbardziej spektakularne, a tym samym najbardziej groteskowe, wydają się jednakże złote kible, stojące na ruchomej platformie, będące kontrastem dla biednego świata, w którym znajdują się bohaterowie. 
  
„Bella Figura” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego ociera się o kontrowersje – momentami niezrozumiałą dla odbiorcy, momentami przesadzoną – ale taki właśnie był zamiar twórców. By szokować; by widz poczuł się na tyle odrzucony i zniechęcony, ażeby sam zaczął robić coś ze swoim życiem – coś, na co główni bohaterowie nie potrafili się zdecydować. To spektakl dla tych, którzy nie boją się zmierzyć ze słodko-gorzkim obrazem naszego społeczeństwa.


Recenzja napisana dla portalu:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz