"Miniaturzystka", która jest debiutem amerykańskiej pisarki, Jessie Burton, została jednogłośnie okrzyknięta jako wyjątkowa, niezwykle sugestywna i hipnotyzująca powieść. Niedługo po premierze ukazała się w trzydziestu językach - w tym, w języku polskim. I powiedzcie mi - jak tu nie chcieć jej mieć u siebie?
Końcówka wieku XVII. Osiemnastoletnia Petronella Oortman przybywa do stolicy Holandii, by tam zacząć wieść spokojne życie ze swym niedawno poślubionym mężem. Nella to prosta dziewczyna ze wsi, natomiast Johannes Brandt to nie tylko dojrzały mężczyzna, ale przede wszystkim zamożny kupiec, znany w swoim fachu. Niestety to nie on wita ją w nowym domu - lecz jego siostra, Marin. Główna bohaterka, jednakże, postanawia się nie smucić, a jej pogoda ducha zostaje nagrodzona. Od męża otrzymuje w podarunku domek dla lalek, który jest jednocześnie repliką ich kamienicy w formie kredensu. Moment, w którym Nella zaczyna swoją znajomość z tajemniczą miniaturzystką, która ma przygotować figurki domowników, rozpoczyna falę dziwnych i nie zawsze przyjemnych wydarzeń. Świat nie tylko osiemnastolatki, ale wszystkich domowników staje na głowie... kiedy wszystko, co znane, zaczyna się walić. Co ma z tym wspólnego tajemnicza miniaturzystka?
Jessie Burton urodziła się w 1982 roku. Studiowała na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz w Central School of Speech and Drama, pracowała jako aktorka i sekretarka w City. Mieszka w Londynie. "Miniaturzystka" jest jej debiutem literackim - moim zdaniem - jak najbardziej udanym!
