Kasie West posiada niezaprzeczalny dar pisania prostych, acz pięknych i z przekazem powieści, które potrafią zachwycić niczym filmy Disneya (w sensie live action z kanału Disney Channel). Pamiętam jak dziś, jak bardzo byłam pozytywnie zaskoczona Chłopakiem na zastępstwo... i jak bardzo nie mogłam uwierzyć, że właśnie czytam ósmą powieść tej autorki. I niestety już ostatnią. Dlaczego? Zapraszam na recenzję!

Lancey Barnes od zawsze marzyła o byciu aktorką, a swemu marzeniu poświęciła się w 100%. Dziewczyna nie ma życia prywatnego odkąd otrzymała szansę na zagranie w hollywoodzkim filmie wraz ze sławnym aktorem młodszego pokolenia w roli głównej. Jednakże przybierając postać zombie, wcale nie przestała być człowiekiem. Właściwie dopiero z czasem zaczęła dostrzegać, że codzienność gwiazdy filmowej nie jest tak przyjemna, jak jej się wydawało, kiedy jest się wciąż licealistką. Na całe szczęście (i nieszczęście!) jej tata znajduje jej korepetytora Donavana - przystojnego, miłego i inteligentnego. To właśnie dzięki niemu dziewczyna zaczyna dostrzegać, że praca to nie wszystko. I dobrze, ponieważ ktoś bardzo próbuje jej zaszkodzić w karierze... pytanie tylko: kto?


