W końcu trafiła mi się naprawdę wyjątkowa książka, o której tytule usłyszałam typowo przez przypadek. No bo, że Egipt to wiadomo (chociażby Śmierć na Nilu się kłania), ale - hola! hola! - kto to słyszał, by Christie osadzała czas akcji... około 2000 lat p.n.e.? Wierzcie bądź nie, ale to nie jedyna niespodzianka jaka czeka czytelnika podczas lektury Zakończeniem jest śmierć.

Renisenb to młoda, niewinna i bardzo dobra kobieta - młoda wdowa, która po śmierci męża zmuszona jest powrócić do domu swego ojca - samego kapłana ka (odprawiającego uroczystości pogrzebowe) Imphotepa. Jako że atmosfera w domu pozostała niezmienna, a wszystkich członków rodziny traktuje z miłością, nie jest jej smutny ten powrót. Do czasu, gdy pewnego dnia jej ojciec powraca do domu z młodą, piękną konkubiną, Nofret. Jej piękna buźka całkowicie kontrastuje z jej poczynaniami pełnymi nienawiści. W momencie, gdy cała rodzina sprzymierza się przeciw niej, a pan domu postanawia ich wydziedziczyć, śmierć wisi w powietrzu. Najpierw Nofret spada ze skał, następnie najstarszy brat, Sobek, umiera wypiwszy truciznę, później najmłodszy brat zostaje utopiony... Prawdę może odkryć tylko Renisenb przy pomocy kochanej babci Esy oraz oddanego jej przyjaciela, Horiego. Lecz co, jeżeli jedno z nich jest mordercą?

