Mam nadzieję, że nie będzie dla nikogo obcym zdanie: POTRZEBOWAŁAM/EM TEGO! Wierzę, że każdy z nas w którymś momencie życia potrzebował tej niesamowitej zmiany - tego przeniesienia się w zupełnie inny, a przy tym jakże znany świat. Jeżeli wiecie, do czego w tym momencie nawiązuję, zapraszam Was wszystkich na przeczytanie mojej niesamowicie subiektywnej opinii o przedstawieniu, które dało mi szczęście na długie, długie godziny dawno po seansie. O musicalu znanym i cenionym... o Tanz der Vampire [pl. Taniec Wampirów].

Jeszcze na wstępie (po wstępie) chciałabym napomnieć, że jestem po prostu ogromną miłośniczką musicali, a miłość tę zaszczepiło we mnie niespodziewanie Studio Accantus, o którym już wspominałam. Moją pierwszą wielką miłością okazał się Rudolf: Afera Mayerling, po której długo nie potrafiłam się otrząsnąć i do dziś mam na telefonie kilka utworów ze spektaklu (marzę o dniu, w którym zobaczę musical na żywo!). I w końcu spełniłam swoje wielkie-małe marzenie - poszłam na swój pierwszy musical... klasykę, Tanz der Vampire.
