Do antologii podchodzę z dystansem, ponieważ w jakiś sposób zawsze kupuje się kota w worku. Co z tego, że znam i lubię jednego autora, skoro pozostała dziewiątka jest mi kompletnie obca? To wiecie - nie zachęca. Z drugiej jednak strony to świetna okazja, by odkryć innych, godnych poznania pisarzy. Z tą też myślą dałam szansę drugiej już antologii wydawnictwa Novae Res pod tytułem: ZAKOCHANE TRÓJMIASTO.

Brzmi ciekawie, prawda? No dobra, może nie jakoś specjalnie, ale dla kogoś, kto mieszka w Gdańsku od czterech lat, wszystko, co związane z Trójmiastem, jest po prostu bliskie. Nie mogłam zatem przegapić takiej premiery... i nie mogłam nie poczuć lekkiego zawiedzenia, kiedy odkryłam, że chyba autorzy projektu nie do końca znają Trójmiasto. Może się mylę, ale jeżeli ktoś tytułuje antologię Zakochane Trójmiasto czytelnik ma prawo sądzić, że znajdzie w opowiadaniach jakąś cząstkę Gdańska, Gdyni i Sopotu - nazwy ulic, ważne miejsca; coś, co zachęciłoby czytelnika do pójścia na spacer z książką właśnie po tych miejscach. A tutaj podobne nazwy rzucone są raczej mimochodem (ot tak w zdaniu pada chociażby autostrada w kierunku Gdańska, Galeria Bałtycka, centrum Gdyni, molo w Sopocie). Krótko mówiąc, lokacja nie jest dobrą stroną tej książki, dlatego lepiej się na to nie nastawiać.


