Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2020

Co jest potrzebne do nauki języka obcego?


Nauka języka obcego? Wydaje się, że to cel wszystkich, po czym jednak okazuje się, że niekoniecznie. Jednakże nauka języka obcego bynajmniej nie musi okazać się przymusem. Można się go uczyć niczym małe dziecko uczące się języka mamy i taty -> czyli nieświadomie. Zapewniam, że to wystarczy, przynajmniej na dobry początek. Brzmi nierealnie? Sami spróbujcie. Oto moje trzy sposoby przydatne w motywowaniu samego siebie w nieustannej nauce języków obcych.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Jak połapać się w treningach Ewy Chodakowskiej, czyli jaki trening dla kogo?

Moje niektóre treningi - kiedyś zbierałam wszystkie


Kwarantanna wciąż trwa, a ja staram się zachęcić jak najwięcej moich bliskich do aktywności fizycznej. Nie dość, że w tym okresie bardzo potrzebujemy ruchu, to jeszcze do tego wszystkiego wreszcie nie mamy wymówek związanych z brakiem czasu. 

Jako że Ewa Chodakowska jest jedną z najpopularniejszych trenerek fitness w naszym kraju (a przede wszystkim dlatego, że po prostu to z nią ćwiczę po dziś dzień) postanowiłam przygotować małą rozpiskę jaki trening jest dla kogo. Mam nadzieję, że dzięki temu niektórzy z Was unikną niepotrzebnej frustracji związanej ze zbyt trudnym treningiem.

Oczywiście to tylko moja subiektywna opinia. Warto samemu się przekonać (ale z głową!), jaki trening jest dla mnie a jaki nie. No i przede wszystkim - warto ćwiczyć!

sobota, 4 kwietnia 2020

Dlaczego Polki powinny być dumne z Chodagangu?


Kilka dni temu natrafiłam na wypowiedź pewnej psycholog, która w prosty i klarowny sposób wytłumaczyła, czemu ludzie mają ogólną awersję do Ewy Chodakowskiej, mimo że ani razu nie skorzystali z jej treningów (bo przecież inni mówią, że są nudne), ani razu nie zjedli jej batonika ani nie użyli jej kosmetyków (bo przecież nie będą jej finansować), ani razu nie przeczytali jej wywiadu (bo przecież jakaś tam trenerka nie ma o niczym pojęcia). Odpowiedź jest oczywista: ponieważ Polacy nie lubią, kiedy innym się udaje. Dopóki ktoś startuje, można mu kibicowac, ale z biegiem czasu już lepiej żeby mu się noga podwinęła... bo ileż można?

Właśnie z tym rodzajem zazdrości musi borykać się m.in. Chodakowska. Tworzy treningi za darmo? Nikt o tym nie mówi. Polki kupują jej treningi, to znaczy że są głupie. Naturalne kosmetyki mają dobrą jakość i są na każdą kieszeń? Eee... to na pewno ściema. A o istnieniu sekty #Chodagang lepiej nawet nie mówić! Bo co można powiedzieć o sekcie bez własnego mózgu i samorefleksji, uważająca Ewę za bóstwo, prawda?

No właśnie, kurde, nie!

niedziela, 29 marca 2020

Początek mojej przygody z Ewą Chodakowską

Jako że wszyscy teraz siedzimy w domu, aż chce się coś porobić. Wreszcie świat zwolnił i zmusił nas do tego, żebyśmy porobili coś, na co zwykle nie mamy czasu. Zamiast narzekać, wykorzystajmy to, co dał nam los (bo i tak go nie zmienimy). A więc do rzeczy!

Zawsze uważałam, że w życiu trzeba znajdować złoty środek we wszystkim - znajdować czas dla ciała i umysłu. Moją duszę wypełniają słowa (w różnych językach), a moje ciało trening. Jaki? Już opowiadam.


Moja przygoda z ćwiczeniami zaczęła się jeszcze w liceum i była to droga wyboista i kręta (jak zawsze zresztą). Nawet nie wiem dokładnie, co mnie podkusiło, ponieważ jako dziecko nie byłam ani jakoś szczególnie wysportowana, ani jakoś szczególnie niechętna. Ot, taka przeciętniaczka, która jak trzeba było, to pogra w jakąś grę i pobiega, ale jak nie trzeba było, to siedziała grzecznie na ławce i odpoczywała. W pewnym momencie doszły mnie słuchy o takiej tam Chodakowskiej, która dopiero wtedy wchodziła na salony (czyli mamy rok 2012). Moi znajomi mówili, że czasami próbowali jej trening i że spoko. A że ja od dziecka miałam kompleks na punkcie mojej figury gruszki uznałam, że na co ja czekam. Samo się nie zrobi. I tak oto znalazłam na YouTube Skalpela i zaczęłam ćwiczyć.

piątek, 20 września 2019

O guilty pleasure słów kilka, czyli o mojej sympatii do Akademii Dobra i Zła.

Każdy z nas lubi coś, czego może się lekko powstydzić (no, a przynajmniej nie będzie o tym publicznie mówił). Czy to dobrze czy źle - nie mnie to oceniać. Ważne jednak, że jest to rzecz na tyle powszechna, że stworzono dla niej angielską nazwę, którą zna każdy. Guilty pleasure, gdyż to o "grzeszna przyjemność/przyjemność skrywana"się tu rozchodzi, to słowa bardzo uniwersalne. Zastanawiam się tylko, czy naprawdę powinniśmy się tego wstydzić?


Nie zrozumcie mnie źle i nie przechodźcie od razu w skrajności. W tym krótkim poście chciałabym tylko zastanowić się nad samym znaczeniem istnienia guilty pleasure,  a najbardziej nad tym, czy faktycznie czasami jest się czego wstydzić, ponieważ na własnym przykładzie odczułam, jakie to dziwne uczucie, tłumaczyć się z czegoś, co sprawia ci choć cień przyjemności. Ów dziwne uczucie łączy się z zawstydzeniem i spodziewanym osądem ze strony znajomych/przyjaciół. Tak dziwnym, że właściwie to lepiej po prostu ukryć tę rzecz głęboko w sercu i nie pokazywać na światło dzienne.

Przykład? Ależ proszę!

Miałam tak ostatnio z Akademią Dobra i Zła, kiedy z niecierpliwością przebierałam nóżkami przed premierą piątego tomu. Wiecie, jak to jest - przeczytałam wcześniejsze tomy, wkręciłam się w tę opowieść, polubiłam główną bohaterkę. Nic w tym dziwnego. Wlaściwie to od dziecka uwielbiałam wszystkie wariacje z baśniami (Disney się kłania).. . no i właśnie - od dziecka. Dla niektórych ludzi lepiej by było, gdyby na dziecku się to skończyło, bo przecież nie wypada.

piątek, 6 września 2019

Przemyślenia i złapanie dystansu czyli powrót!

Hop, hop? Czy ktoś tu jeszcze jest? Czy ktoś tu jeszcze o mnie pamięta? To ja, Marta, wróciłam! 

Powody, dla których warto to robić!

Wiem, że ostatnio bardzo zaniedbałam bloga. Wiem, wiem. Sama byłam w szoku, gdy odkryłam, że przez tak długi czas nie tylko nic nie publikowałam (a jak nawet to robiłam, to raz na ruski rok i znikałam bez słowa), ale przede wszystkim w ogóle nie wchodziłam na bloga. Oczywiście nadal byłam na bieżąco z nowościami, śledziłam niektóre recenzje interesujących mnie tytułów... ale to nie było to. Dlaczego?

poniedziałek, 6 listopada 2017

Czy warto słuchać blogera/recenzenta?


Ostatnio natrafiłam na opinię którejś z Was na temat Targów Książki, gdzie spotkałam się z niepochlebnym komentarzem o niekulturalnym zachowaniu blogerów, którzy uznali, że skoro mają bloga - to należy im się więcej. Sama sytuacja jest absurdalna i aż szkoda słów na podobny brak ogłady... ale przyniosła mi moment zadumy. Po raz pierwszy - tak całkowicie na poważnie - zastanowiłam się, gdzie leży granica taka "najszersza" pomiędzy blogerem książkowym a "zwykłym" czytelnikiem?

Zastanowiłam się, czy warto w ogóle słuchać blogerów. Ostatecznie każdy z nas ma swój własny gust, do tego blogerzy są na ogół młodzi. Czy w takim razie warto wchodzić na blogi recenzenckie i czy warto brać na poważnie te wszystkie recenzje?

sobota, 14 października 2017

Seria Off-Campus by Elle Kennedy


Moje emocje po lekturze Celu nadal we mnie wrzą i wypalają mnie od wewnątrz. Co tam będę owijała w bawełnę - mam kaca literackiego. A że na kaca najlepsza jest praca... więc przysiadam do napisania postu podsumowującego wszystkie cztery książki Elle Kennedy, czyli całą serię Off-Campus.

Nie mam bladego pojęcia, co tu mogę napisać. Po prostu mam ochotę powiedzieć o plusach i minusach całej serii, zrobić mini podium mojej ulubionej pary i ogólnie pogadać o tym, za co pokochałam te cztery książki oraz za co ich nie lubiłam. 

piątek, 5 maja 2017

Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell [Przemyślenia]


Widać moje pierwsze paplanie, czyli 5 powodów, dla których MUSISZ przeczytać Przeminęło z wiatrem nie wystarczyło mojemu biednemu czytelniczemu serduszkowi. Zbyt wiele dni, zbyt wiele godzin spędziłam z bohaterami Margaret Mitchell, by tak po prostu usiąść z inną książką.

Stąd też potrzeba kolejnego tekstu. Tym razem o nieco innej formie - formie przemyśleń, własnych interpretacji i moich rozważań. Nie powinno to bynajmniej nikogo dziwić. Ostatecznie Przeminęło z wiatrem stało się moją perełką, moim czytelniczym skarbem, które będą wszystkim wkoło polecała! 

czwartek, 4 maja 2017

5 powodów, dla których MUSISZ przeczytać Przeminęło z wiatrem


Trafiłam na książkę mojego życia. I teraz sobie nie żartuję - Przeminęło z wiatrem od pierwszych stron stało się moją perełką. Jak zaczęłam, tak musiałam skończyć i po każdym rozdziale musiałam przeżywać dwubiegunowość emocjonalną - zarówno chciałam, jak i nie chciałam by kartki się skończyły... A przypominam, że oglądałam dawno temu film.

Zatem w przypływie smutku - będącego zapowiedzią kaca literackiego, po którym długo nie będę mogła znaleźć dla siebie miejsca - muszę, po prostu MUSZĘ tutaj o tej książce porozmawiać! 

Postanowiłam wymienić jedynie pięć powodów (aczkolwiek - oczywista oczywistość) jest ich znacznie więcej, dla których warto przeczytać Przeminęło z wiatrem! Zapraszam!

piątek, 15 stycznia 2016

Forrest Gump - Winston Groom

 Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co dostaniesz...

Są takie historie, które trzeba poznać, by w nie uwierzyć. Żeby uwierzyć w to, że życiem kieruje przypadek/przeznaczenie; żeby uwierzyć, iż często możemy więcej niż nam się wydaje, żeby uwierzyć, że to my jesteśmy jedynymi kowalami własnymi losu i nikt - naprawdę nikt! - nie ma prawa obsadzać nas w określonej roli. Przykład?


środa, 16 grudnia 2015

Trzy lata! Czy to już?! WIELKI KONKURS!

Spojrzałam na datę... i aż sama nie dowierzałam! 


Czyżby Wymarzonej Książce stuknęły już trzy latka? 

Cały czas mam wrażenie, że dopiero co założyłam bloga, a tu już tyle minęło... Chyba mogę być dumna z tego, że trwam tu nieprzerwanie od trzydziestu sześciu miesięcy?! Mogę! Niesamowite, ile człowiek potrafi ciągnąć coś, co sprawia mu i radość, i naukę! 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Miłość, ach, miłość... - rozważania z książką w tle

Temat całkowicie spontaniczny. Narzucił się sam z siebie podczas kolejnego zgłębiania klasyki. Powróciłam ostatnio raz jeszcze do bestsellera wszech czasów "Dumy i uprzedzenia", a także NARESZCIE zgłębiłam lekturę "Emmy" i w końcu nie będę opierała się tylko na serialu (genialnym, tak swoją drogą!). A już w ogóle jeśli do tych tytułów dodamy pozostałe powieści Austen, czy takie klasyki jak te spod pióra Charlotte Bronte oraz Elizabeth Gaskell (można tutaj także spokojnie doliczyć nawet naszą polską "Lalkę" Prusa), wychodzi z tego całkiem fajne pytanie... 

Co mają wspólnego te wszystkie tytuły, zapytacie?
Miłość, ach, miłość, odpowiem!