Kilka dni temu natrafiłam na wypowiedź pewnej psycholog, która w prosty i klarowny sposób wytłumaczyła, czemu ludzie mają ogólną awersję do Ewy Chodakowskiej, mimo że ani razu nie skorzystali z jej treningów (bo przecież inni mówią, że są nudne), ani razu nie zjedli jej batonika ani nie użyli jej kosmetyków (bo przecież nie będą jej finansować), ani razu nie przeczytali jej wywiadu (bo przecież jakaś tam trenerka nie ma o niczym pojęcia). Odpowiedź jest oczywista: ponieważ Polacy nie lubią, kiedy innym się udaje. Dopóki ktoś startuje, można mu kibicowac, ale z biegiem czasu już lepiej żeby mu się noga podwinęła... bo ileż można?
Właśnie z tym rodzajem zazdrości musi borykać się m.in. Chodakowska. Tworzy treningi za darmo? Nikt o tym nie mówi. Polki kupują jej treningi, to znaczy że są głupie. Naturalne kosmetyki mają dobrą jakość i są na każdą kieszeń? Eee... to na pewno ściema. A o istnieniu sekty #Chodagang lepiej nawet nie mówić! Bo co można powiedzieć o sekcie bez własnego mózgu i samorefleksji, uważająca Ewę za bóstwo, prawda?
No właśnie, kurde, nie!