Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krakowska Przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krakowska Przygoda. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

Moja I Krakowska Przygoda! Cz. IV. Podsumowanie

Oto najlepszy przykład tego, że wszystko co dobre, za szybko się kończy. Gdy to sobie uświadomiłam w drodze powrotnej, aż nie wiedziałam, czy w sumie cieszyć się, że wracam do domu cała i zdrowa i tak naładowana energią, czy może powinno być mi przykro, bo ten pociąg jednak przyjechał na czas (serio - gdyby się spóźnił o kilka godzin, nawet nie miałabym nic przeciwko!). 

Ale niestety przyszedł czas pożegnań i - co śmieszne! - miałam wrażenie, jakbym opuszczała dobrze znane mi miejsce (a przecież byłam w Bobowej koniec końców trzy dni). Tak to jest kiedy trafi się na ludzi, których masz wrażenie znasz całe życie i wśród których czujesz się jak u siebie (szczęście i nieszczęście w jednym - przynajmniej w tym przypadku). 

Nie miałam żadnego wspólnego zdjęcia... dlatego daję zdjęcie wodospadu. Że niby taka metafora potoku wdzięczności i słodkości :*

Dlatego też ten post to całkowity hołd pochwalny dla tych wszystkich ludzi, którzy sprawili, że naprawdę mam ochotę powrócić do miejsca, z którego odjechałam 11. sierpnia - fizycznie, mam nadzieję, dokonam tego bardzo szybko, a duchowo dzień w dzień! 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Moja I Krakowska Przygoda! Cz. III. Chorwacja

No i ruszyłyśmy na wyprawę, którą Asia zapoczątkowała już w maju, patrząc się na mnie ślepo i stwierdzając: "Ej! A może  pojedziesz ze mną na Chorwację?!". Na co ja odpowiedziałam stanowcze: "Dlaczego nie?" i tak oto trafiłam do  RAJU na Ziemi! 

Na dobry początek - typowe zdjęcie WK&WK Cooperation!

Ja wiedziałam, że Chorwacja jest piękna, że nie bez powodu jest tam kręcony serial Gra o tron, że to malownicze miejsce, w którym gdzie nie spojrzysz, tam można zrobić piękne zdjęcie! Ale no ludzie! Żeby nawet podczas postoju do toalety można było zrobić pamiątkową fotografię, albo że podczas podróży patrzysz w prawo, a tam góry, patrzysz w lewo, a tam morze... tego się nie da opisać!  

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Moja I Krakowska Przygoda! Cz. II. Bobowa

A więc już się pożegnaliśmy z panem Darcym i Oktasią i grzecznie z Asią czekałyśmy na peronie. To Asia jest córką kolejarza, więc ja to tak w sumie... za tłumem (czyt. za Asią). No i coś jej nie pasowało. Była 20:40, my miałyśmy pociąg tak o 20:45... a tu na pierwszym peronie, na którym miał stać nasz pociąg stoi jakiś inny. No to my w tunel (a miałyśmy walizki, a do tego ja w klapeczkach (geniusz :3) i na chybił trafił peron trzeci. Asia leci i pyta się tam panów, czy może wiedzą, z którego peronu jedzie nasz pociąg. Na co oni, że raczej z pierwszego. To my go! go! bo tu już zaraz mamy nasz wyjazd... i kiedy tak biegłyśmy, widzimy jak na peron drugi wjeżdża nasz pociąg! Biegniemy jak szalone, grupa obcokrajowców usuwa się nam z drogi i kibicuje co sił, byśmy zdążyły... no i.. no i... zdążyłyśmy!!! :D

I tak oto żegnam Kraków pierwszym zdjęciem w nim zrobionym :D (Tak, robiłam zdjęcie w lustrze APARATEM, a to dlatego, że jak kiedyś miałam multum nieudanych fotek telefonem, tak przerzuciłam się na stary, sprawdzony aparat)! :D
  
Kierunek - Bobowa, gdzie miałam spędzić dwie noce. Dlaczego? Ponieważ we wtorek ruszałyśmy z Asią i jej rodzicami na Chorwację, i się nade mną zlitowali i nie musiałam jechać do Żuromina i z powrotem. No i za tę gościnność, za tę dobroć... ja się po prostu nigdy nie odwdzięczę. Ale żeby nie było tak zaraz miło, oczywiście Asia nie mogła sobie przepuścić tekstów typu: "Jeżeli Babcia Hela Cię nie polubi, to już koniec"; "Jeżeli Syriusz (pies) Cię nie polubi, to znaczy, że jesteś złym człowiekiem"... a już w ogóle byłam przerażona, jak się dowiedziałam, że u nich ze śniadaniem czeka się na gościa (co jest miłe)... ale co jeżeli będą przeze mnie głodni?! O której tu wstać?! (Te problemy~)

niedziela, 14 sierpnia 2016

Moja I Krakowska Przygoda! Cz. I. Światowe Dni Młodzieży

Kraków uwielbiam od dziecka, kiedy jako uczennica podstawówki pojechałam tam po raz pierwszy. W żadnym innym mieście nie czułam się tak, jak tam się czuję. Marzyłam o tym, żeby tam studiować od gimnazjum, ale że Kraków daleko, a moi rodzice nie mogliby wytrzymać z myślą, że będę tak daleko od domu (jakby nie było - Gdańsk zawsze bliżej + więcej znajomych tam szło), to z moją myślą o studiowaniu w Krakowie musiałam się wstrzymać... ale nie na długo! Ja już mam plan, a jak Marta ma plan, to go ma i będzie go realizować (a co!).

Odległość między Żurominem a Krakowem to tak około 460 km. Pięć godzin jazdy ekspresem. Jest różnica, skoro do Gdańska mogę jechać nawet i samochodem z przyjaciółmi... w czasie często trzech godzin. Ale to nieważne! Kraków moje miasto!

To tak już tylko a propos. Ważniejsze jest to, że TEN MOMENT nastąpił. Odwiedziłam w końcu Asię z Wirtualnej Książki i zrobiłam to z wielkim przytupem. Podczas gdy Asia odwiedzała mnie tylko na weekendy, tak ja zasiedziałam się u niej... 2 tygodnie! No, nie tak że cały czas w Krakowie, ale troszkę z nią pojeździłam po świecie! A ponieważ wspomnień mam naprawdę sporo - pozwólcie, że opowiem Wam pierwszą część tych przygód tj. Światowe Dni Młodzieży.