Wszyscy chwalili! Nic w tym dziwnego - polskie fantasty stricte osadzone w polskich realiach z mitologią słowiańską w tle. Kto by się mógł oprzeć podobnemu zestawieniu? Ja na pewno nie! Dlatego z ogromną dawką optymizmu i wolnego czasu przysiadłam do lektury Pustej nocy Pauliny Hendel. Na moje szczeście - nie zawiodłam się.

Mówią, że demony, zabobony i czary odeszły już do przeszłości. Czy aby na pewno?
Magda to zwykła dwudziestolatka z niezwykłymi zdolnościami. Swój czas dzieli pomiędzy pracą w małej księgarni, a tropieniem upiorów rodem ze słowiańskich wierzeń. Pomimo magicznych możliwości stara się żyć normalnym życiem. Urodziła się w Noc Kupały, a jej wuj to żniwiarz - jedna z niewielu osób, które potrafią odesłać martwców tam, skąd przyszli, czyli z Nawii. Nie wiedzą jednak, że z Nawii uciekł Pierwszy, który poluje na wszystkich żniwiarzy, by ponownie go nikt nie odesłał... i to akurat w tym samym momencie, kiedy Magda przeżywa swoją pierwszą miłość.
