Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? To rzecz o Tristanie i Izoldzie królowej. Słuchajcie, w jaki sposób w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego.
Tristan to wasal oraz siostrzeniec króla Konwalii, Marka, który postanawia wysłać go na poszukiwanie właścicielki złotego włosa. Rycerz odnajduje Izoldę Złotowłosą, którą władca zamierza poślubić. Wszystko mogłoby przebiec zgodnie z planem, gdyby nie to, że podczas podróży statkiem omyłkowo obydwoje wypijają napój miłosny...
Legenda Tristana i Izoldy jest najpiękniejszym, najgłębszym poematem miłości... i zapewne jedną z najsławniejszych. Opowieść, którą napisano dawno, dawno temu prawdopodobnie wśród plemion Celtyckich, trwa do dziś w podświadomości jeżeli nie mojego pokolenia, to dwóch w tył na pewno. Oto historia miłości, która tak jak napój Tristana i Izoldy, jest mocny jak życie i mocniejszy nad śmierć.
Poemat należy wraz z opowieściami O królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu do cyklu utworów bretońskich. Pierwotnie był przekazywany ustnie, a kolejni anonimowi bajarze zmienili go, rozbudowali, ozdabiali zależnie od talentu i pomysłowości. Tłumaczem na język polski był Tadeusz Boy-Żeleński, który przyswoił do polskiej kultury ów utwór w 1917 roku.
Cóż właściwie można powiedzieć na temat Dziejów Tristana i Izoldy, którą zapewne większość z Was minimum kojarzy ze słyszenia? Zapewne coś można powiedzieć, choć pewnie nie będzie to nic nowego. Jednakże spróbuję coś powiedzieć. Może nie będzie to nic odkrywczego, ale no cóż...