Słysząc na lekcji historii o paleniu na stosie kobiet podejrzanych o władanie ciemnymi mocami, zawsze pukałam się w czoło. XVI-wieczna Anglia na pewno nie była bezpiecznym miejscem dla tych wszystkich, którzy byli wystarczająco zaznajomieni w ziołach i kwiatach, by leczyć innych. Ale co jeżeli wśród tych wszystkich niewinnych ofiar, były także prawdziwe czarownice? Kobiety, które przez swą rządzę i namiętność były w stanie rzucać uroki, czarować, zabijać?
Gdy król Henryk VIII ogłosił siebie głową Kościoła, w Anglii rozpoczęło się ogólne opustoszenie. Ludzie musieli wyrzekać się swojej wiary, by przeżyć. Wszystko co było związane z chrześcijaństwem - wiarą katolicka - musiało zniknąć, by dać miejsce rozrastającemu się anglikanizmowi.
W hrabstwie Castelton z płonącego klasztoru ratuje się nowicjuszka Alys. Uciekając przed ogniem, nie pomagając nikomu innemu, powraca do swego byłego domu - do Morach. Utalentowana znachorka, nazywana czarownicą, dawno temu zaopiekowała się nią, wychowała i nauczyła umiejętności, o których inni mogliby tylko pomarzyć. Nastolatka nigdy nie chciała do niej wracać - podobało jej się życie w spokoju, wygodzie, gdzie było zawsze jasno, ciepło, a pojęcie głodu nie było znane. Jednakże tym razem nie było jej dane długo ukrywać się w starej chałupie. W okolicy wybucha zaraz, a wieść o dwóch utalentowanych znachorkach dociera także do zamku, gdzie stary Lord Hugh zaniemógł i żąda jej pomocy. Zmuszona Alys poznaje nie tylko bogatego arystokratę, ale także jej syna, Hugo, w którym się zakochuje. Lecz na przeszkodzie do jej szczęścia stają nie tylko śluby czystości czy jego żona, ale także czarna magia...