sobota, 22 grudnia 2012

Saga "Zmierzch" - Stephenie Mayer

Postanowiłam dziś opisać swoje uczucia w stosunku do jednej z najgłośniejszych serii bieżącego roku. Mam namyśli oczywiście Sagę Zmierzch. Prawdę mówiąc trudno określić, dlaczego tyle milionów ludzi zakochało się w tej historii. Co ma w sobie powieść o wampirach, że ludzie marząc tylko o pogryzieniu dwoma ząbkami?

Sądzę, że nie muszę nikomu mówić, na czym opiera się cała fabuła. Jednakże jeżeli ktoś ciekawy na czym, to powiem że na miłości. I to by było na tyle. Bella przez całe cztery tomy od czasu pierwszego ujrzenia Edwarda, marzy tylko o nim. Całe życie opiera na nim na tyle, że chce umrzeć (to nie jest spoiler! Zmierzchu nie da się za spoilerować!). Normalnie gdyby ktoś pomyślał przez chwilę przed przeczytaniem pierwszych stron pomyślałby, że ta książka nie ma fabuły. Tak naprawdę opiera się jedynie na emocjach nastoletniej miłości - inaczej tego nazwać nie można, gdyż Bella będzie wiecznie nastolatką. W takim razie - skoro nie ma fabuły - to może całość podciągają nieziemscy bohaterowie oraz prowadzenie całej fabuły?

Nieziemscy bohaterowie - specjalnie posłużyłam się tym określeniem. Zatem spójrzmy:

* Isabella Swan - nastolatka, która przyjechała do Forks, w którym zamieszkuje jej ojciec. Jest z deka opryskliwa, wiecznie nad czymś duma, byle by pokazać swoją indywidualny styl bycia. Nie jest ani zabawna, ani oryginalna. Ciekawi mnie, czy ktokolwiek w ogóle ją polubił? No ja niestety nie miałam takiego szczęścia, a fakt, że to właśnie ona jest w centrum wcale mi nie pomógł. Nie sądzę, by była w jakiś cudowny sposób piękna - a mimo to, gromada chłopaków się za nią ogląda. Nie sądzę również, że jest w jakiś sposób aż nadto inteligentna - to właściwie mogę sprostować od razu - ta dziewczyna jest kompletną idiotką o niespełna rozumu. Więc co? Co sprawiło, że największy przystojniak w szkole właśnie w niej się zakochał? Miłość jest ślepa.
 
 * Edward Cullen - przystojniak. Hm... Ciacho. Książę na białym koniu. Wspaniały chłopak. Wielka miłość Belli, która go uwielbia i czci. Zakochany w niej po uszy na tyle, że mógłby się dla niej zabić. A tak - no i jest wampirem. Trochę dziwnym - gdyż zanim powstała owa saga, bano się "dzieci nocy". Tutaj jest inaczej. Do niego się lgnie.
*Jacob Black - oddany przyjaciel Belli, również w niej zakochany. Przystojniak. Żartowniś. Rywal Edwarda.

Właśnie wymieniłam najważniejsze postacie całej czterotomowej powieści. I właściwie to na nich opiera się cała fabuła ( o ile można nazwać to "fabułą"). Czytamy o ich sprzeczkach, kłótniach, uniesieniach... I to jest właśnie TO, co przyciąga rzeszę fanów? Obiekt westchnień całej szkoły zakochuje się w nowo przeniesionej, nad ponad przeciętnej uczennicy. To brzmi jak stara, dobra, amerykańska komedia romantyczna.Jedyną różnicą jest to, że Ed jest wampirem, a Jake wilkołajkiem, a Bella - ... - Bella to tylko Bella.

To nie jest horror - to czysta komedia. Człowiek łapie się za głowę, dlaczego on w ogóle to czyta. A mimo to dalej czyta. Czyta i czyta. Bo książka jest w tak lekki sposób opisana, że czyta się ją błyskawicznie, a niektóre sytuacje nawet podwójnie błyskawicznie. Mimo że widzimy wszystko oczami Belli - szarej myszki - w niczym to nam nie przeszkadza. Właściwie to nas podbudowuje, że to właśnie ona jest główną bohaterką. No bo jeżeli taka ciapa znalazła sobie tak zaje*stego męża, to wszystko mogą. I właśnie o to chodzi, Edwarda nie ma nawet rysy na sobie. Najmniejszy cień go nie okala - mimo że jest przecież wampirem. Jest wspaniały, cudowny. A nie przepraszam, ma jedną wadę - kocha swoją dziewczynę, późniejszą żonę, najmocniej na świecie i nie może bez niej żyć!

Sama przeczytałam sagę, mimo że znacznie później niż pozostali fani - gdyż skończyłam ją czytać chwilę przed filmem "Przed Świtem cz. 1". Ba! Ja nawet kupiłam wszystkie części i postawiłam na półeczce. Bojąc się wcześniej, że może mi się jednak nie spodobać, kupowałam po jednej części. Latałam cztery razy do księgarni i z powrotem.
Pomimo ogromnej popularności wśród czytelników (oraz osobliwej euforii w Stanach Zjednoczonych), krytycy literaccy zarzucają autorce schematyczność fabuły, przerysowania, brak wyrazistych postaci i jakiejkolwiek głębi emocjonalnej oraz silnie zaakcentowany marysuizm. Szczególnie ostatni zarzut jest często powtarzany - zdarza się, że sagę Zmierzch wskazuje się jako sztandarowy przykład tego zjawiska literackiego.
Nie tylko młodzież zakochała się w historii "Miłości silniejszej niż śmierć". Ode mnie samej koleżanki mamy pożyczały książki, mówiąc że czytają poszczególne części tak długo, dopóki nie skończą. Coś w tym jest. Sama to poczułam, że mimo iż byłam pewna jak się to skończy, nie mogłam się oderwać.

Czy warto przeczytać? Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Jeżeli mam być szczera, ta sagę za niedługo "umrze". Wszyscy o niej zapomną i poszukają nowego obiektu. Tak to już jest. Stephenie Meyer nie można pochwalić za godny naśladowania styl pisania. A nawet wręcz przeciwnie. Nie polecam również pisać podobnych historii przez młodych pisarzy. Ludzie mimo wszystko nie mają najlepszego zdania o Zmierzchu.

Będę wierzyła, że te wszystkie nastolatki zakochane w Edwardzie bądź Jacobie (bardziej dopingowałam temu drugiemu, by się jak najszybciej odkochał, bo było mi go po prostu szkoda) nie skończą czytać książek na tej sadze. Bo za to można podziękować pisarce. Sprawiła, że miliony młodzieży zaczęło czytać książki a nie jedynie oglądać ich ekranizacje.

Do tego wszystkiego ja również żyłam tą powieścią. Była miłym odetchnięciem od codzienności. Tyle że ja po przeczytaniu o historii miłości silniejszej niż śmierć, zaczęłam żyć dalej. Czytałam inne pozycje. A z tego co wiem, wiele dziewczyn niestety nie miało tego szczęścia.

Mimo ogromnej fali krytyków trzeba pamiętać, że nie wszystkie powieści muszą być na tle psychologicznym. Muszą być też takie, które po prostu przywołują uśmiech na twarzy.

Ocena: 4 - (dobry z minusem)
Wniosek: Saga "Zmierzch" zdała na dobry, jak najbardziej ze względu na sentyment.

3 komentarze:

  1. Czytałam sagę Zmierzch zaraz po jej premierze, kiedy wszyscy zachłysnęli się tą historią. Ja również uległam Edwardowi :-) i z sentymentem wspominam jego i Belli perypetie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszą część przeczytałam z przyjemnością. 2 i 3 już z przymrożeniem oka, ale jeszcze nie były najgorsze. Natomiast 4 część ledwo strawiłam, dla mnie była straszna ;)

    OdpowiedzUsuń