niedziela, 14 stycznia 2018

Czy warto zostać RECENZENTEM TEATRALNYM?


Ja tu milczę, przygotowując się powoli do nadchodzącej sesji, a tu statystyki bloga jasno i wyraźnie nakazują mi coś od siebie napisać. Zaraz stuknie mi 500 000 wyświetleń, a że jest to dość pokaźna liczba, to uznałam, że napiszę coś innego. Coś od siebie. Wyjątkowego, tak jak wyjątkowe jest dla mnie TO doświadczenie. Dumałam, dumałam, i uznałam, że może Was do czegoś zachęcę...?!

Czy warto zostać recenzentem teatralnym?

Wiem, że raczej nie mam prawa za wiele mówić, ale... w sumie czemu nie? Skoro dzielę się fajną formą pracy/spędzania wolnego/hobby i może ktoś z Was po prostu spróbuje swoich sił i przekona się, że nie taki diabeł straszny...

Jak zapewne niektórzy z Was wiedzą, od nowego roku akademickiego, rozpoczęłam spełnianie kolejnego mojego życiowego celu (jak to brzmi...). Innymi słowy postanowiłam zacząć uczyć się czegoś więcej o teatrze samym w sobie, poprzez - a jakże - recenzowanie następujących sztuk. Plan był nad wyraz prosty. Problem tkwił w tym, że ja w sumie niewiele wiedziałam o teatrze. Ot, lubiłam do niego chodzić. Na zajęciach co i raz zdarzało mi się posłuchać o dramaturgii. I tyle. Czy to wystarczyło?

Jak widać - tak (bądź miałam po prostu szczęście), ponieważ w czerwcu 2017 zaryzykowałam i złożyłam CV do jednego z wortali teatralnych - mianowicie do Dziennika teatralnego, czyli pierwszego polskiego wortalu teatralnego. Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź, bodajże następnego dnia miałam rozmowę telefoniczną, gdzie otrzymałam wszelkie wskazówki... i tyle. Tak rozpoczęłam swoją przygodę już w październiku. 


Do tej pory zrecenzowałam czternaście spektakli, przeżyłam międzynarodowy festiwal teatralny Demoludy, przeprowadziłam kilka wywiadów (następne na pewno się pojawią) i ogólnie zaczęłam żyć teatralnym światkiem. Pokochałam to, co robię i na nowo doświadczyłam tego, czego było mi po prostu brak - zaczęłam pogłębiać wiedzę w nowej, ukochanej dziedzinie. 
 
Czy potrzebowałam do tego jakiejś szczególnej wiedzy? Nie, ponieważ jestem tylko recenzentem teatralnym a nie krytykiem. Recenzentowi bliżej jest do normalnego widza, który chodzi do teatru dla przyjemności i po prostu spisuje swoje wrażenia. Nie mam tej całej fachowej wiedzy, choć stopniowo gdzieś tam ją przyswajam. Bardzo powoli, ale sumiennie :)

Czego zatem potrzebowałam? Chęci. To podstawowa zasada. Po prostu chęci chodzenia do teatru i następnie zasiadania do laptopa w celu opisania wrażeń. Niewiele się to różni do wrażeń po danej lekturze, także po początkowych trudnościach, z czasem było tylko lepiej. Poza tym lubię słuchać wrażeń po spektaklu i porównywać z własnymi, więc jeżeli i Ty to lubisz - to robota dla Ciebie.


Czy to wystarcza? O dziwo - tak. Oczywiście moje recenzje nie są jakieś odkrywcze, ale przecież ja się wciąż uczę. I nikt nie będzie niewiadomo czego oczekiwał od Ciebie. To hobbystyczne zajęcie, które sprawia niemało przyjemności (szczególnie jeśli ktoś docenia Twoją pracę, chwali, a nawet cytuje!). A przede wszystkim uczy. Niezobowiązujące doświadczenie, po którym spojrzenie na teatr na zawsze się odmieni.

Jak to właściwie wygląda? Sprawdzam repertuar danego teatru i zgłaszam chęć pójścia na dany spektakl w danym dniu. Jeżeli teatr się zgadza, otrzymuję zaproszenie (na ogół podwójne, więc zawsze można komuś zrobić niespodziankę!). Po spektaklu piszę recenzję i odsyłam do redakcji. Ona publikuje ją na stronie, a moja praca kończy się podesłaniem linku teatrowi (hej, blogerzy książkowi - brzmi znajomo, czyż nie?).

Chyba nie muszę mówić, czy warto, prawda? Z każdym kolejnym spektaklem czuję się mądrzejsza. Teatr posługuje się innymi przyrządami przekazu, ale to takie same medium, co książka czy kino. Uczy, bawi, doświadcza. I to na żywo. Z mojej strony bardzo polecam, bo to wszystko, czego się do tej pory nauczyłam, już cieszy! A przecież ja wciąż dopiero zaczynam!


Co najważniejsze - każdy może spróbować. Tak po prostu pójść do teatru i spisać swoje myśli. Nic się na tym nie traci, a można wiele zyskać. Nie dość, że można zakochać się w teatrze z tego niecodziennego stanowiska, to do tego można sprawić, że ktoś inny pokocha go równie mocno. Jeżeli tylko potrafisz pisać i opisywać własne przeżycia i masz trochę czasu - śmiało możesz próbować. Nawet i do Dziennika teatralnego na adres: dziennik.teatralny@gmail.com.

Nie trzeba mieć bloga recenzenckiego. Nie trzeba być blogerem, krytykiem, kimkolwiek. Nie trzeba robić nic wielkiego. Wystarczy być zwykłym człowiekiem, ponieważ to do nas wszystkich adresowany jest teatr. A z tą kulturą teatru jeszcze u nas dość cienko (tak jak z kulturą książki), więc może warto to zmienić?

Co o tym sądzicie? :)


PS. Za podobny tekst nie dostałam ani grosza (zresztą za żaden nie dostałam...).
PS2. Tekst powstał z naiwności i z marzenia, by każdy zakochał się w teatrze.
PS3.  Co o tym sądzicie? :)

18 komentarzy:

  1. Ja pomimo prób nie zakochałam się w teatrze. Zazdroszczę tym co go uwielbiają. Tak więc na recenzenta teatralnego się nie nadaje.Interesujący wpis i tematycznie warty poruszenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak z czystej ciekawości - co sprawiło, że się nie zakochałaś?

      Usuń
  2. Ależ narobiłaś mi ochoty. Chętnie bym się tym zajęła, tylko z czasem u mnie trochę krucho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia wiem, że mało czas to kwestia względna ;)

      Usuń
  3. Gdybym mieszkała w większym mieście, z pewnością podjęłabym się tego zadania! Ale na chwilę obecną nie mam za bardzo takich możliwości, więc mogę jedynie czytać recenzje innych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o mieszkaniu w małym miasteczku, więc rozumiem ;)

      Usuń
  4. No właśnie. Ja sobie uświadomiłam, że przecież nie mieszkam koło teatru, więc nie mogę się starać o to. Ale jak najbardziej pochwalam i gratuluję. I uważam, że powinnaś pisać o tych spektaklach na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu nie piszę, ale wstawiam link do każdej mojej recenzji:
      https://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/p/teatr.html :D

      Usuń
  5. Gratuluję! Ja i teatr w sumie nie mamy wiele wspólnego - może dlatego, że z tym ciężko u mnie w mieście. Aczkolwiek jeśli tylko bym miała okazję, bardzo chętnie bym się wybrała na spektakl. Ale to tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tyle i aż tyle - nie zapominaj o tym :D

      Usuń
  6. Ja do teatru niestety mam za daleko, ale gratuluję inicjatywy i samorozwoju. Życzę kolejnych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samorozwój zawsze spoko :D
      I dzięki, dzięki ;)

      Usuń
  7. Zainspirowałaś mnie :) wreszcie powód dla którego warto wyjść z domu i przeżyć coś fajnego - zwłaszcza że mam w Poznaniu malutki teatr do którego uwielbiam chodzić:) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło :D
      To proszę próbować i życzę samych miłych spektakli ;)

      Usuń
  8. Mnie teatr zachwycił... w pracy. Zupełnie przez przypadek, robiąc zdjęcia na jakimś spektaklu, odkryłam piękno tego, co kiedyś chciałam móc częściej oglądać... I nagle okazało się, że można! Ludzie znajdują wymówki, nie chodzą do teatru, "bo jest drogi", "bo daleko", a mnie się wydaje, że jak ktoś naprawdę chce to znajdzie. Choćby amatorski, działający przy ośrodku kultury czy szkole. I też jest cudowny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybijam piątkę/żółwika! :D
      Całkowicie się zgadzam! Dla leniwego zawsze znajdą się wymówki; dla chętnego - sposoby ;)

      Usuń
  9. Nawet gdybym chciała to w mojej okolicy nie ma żadnego teatru. Jak już to zwykłe kino. Fajnie, że to sprawia Ci przyjemność :) to tak, jak ja lubię sobie pograć, chociaż przecież mój kanał na You Tube i blog oraz Instagram są typowo książkowe, to czasem aż mam ciarki jak w coś gram :) i czerpię z tego przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń