poniedziałek, 8 października 2018

Gliniarz - Laurelin Paige, Sierra Simone

Erotyki mają niekiedy w sobie to coś. Uważam, że najlepsze są te, które wywołują w nas - kobietach - milion emocji i zachęcają do wypróbowania niektórych trików czy zabaw w osobistej sypialni. Nie jestem za to zdania, że dobra powieść erotyczna to ta, w której dosłownie na każdej stronie bohaterowie muszą iść ze sobą do łóżka, na przykład aby się pogodzić albo pozbyć się negatywnych emocji. Jak było więc w przypadku Gliniarza autorstwa Laurelin Paige oraz Sierra Simone?


Pierwszą z autorek miałam już okazję poznać za pośrednictwem jej serii Połączeni. To właśnie ją mogę zaliczyć do tych książek, które z wielkim trudem odkłada się na bok, kiedy trzeba iść spać albo poświęcić się innym domowym obowiązkom. Zachwycały one w ogromnym stopniu dlatego, że seks był jedynie tłem. Autorka ze swoich bohaterów uczyniła zwyczajnych ludzi, którzy mają problemy, pracę i życie osobiste, zupełnie jak każdy z nas. I podobnie jak my, także i tamte postaci potrzebowały seksu od czasu do czasu z wielu różnych powodów. Ale powieści Laurelin Paige z pewnością nie można zaliczyć do erotyków, których przeważająca część fabuły opiera się na scenach łóżkowych, jak to miało miejsce w przypadku popularnej serii After (wybaczcie, ale nie potrafiłam się powstrzymać przed tym porównaniem). 

Sięgając po Gliniarza, miałam więc jakieś już ogólnikowe wyobrażenia co do stylu tej powieści i jej charakteru, bo znałam jedną z autorek. Może moje oczekiwania nie wzbijały się na wyżyny, ale plasowały się z pewnością na średnim poziomie. 

Zacznijmy może od okładki. Nie jest zbytnio wyszukana, bowiem widzimy na niej odrobinę roznegliżowanego mężczyznę, nacisk położony jest na jego nagi tors, zaś zerkając na tytuł łatwo się domyślić, kogo on ma przedstawiać. Jednak muszę przyznać, że przyciąga ona ostatecznie wzrok, a przynajmniej mój. Nie potrafiłabym obok takiej oprawy przejść obojętnie i pewnie z samej ciekawości sięgnęłabym po tę książkę, by sprawdzić jej opis. No właśnie, ten też mnie urzekł, a zwłaszcza fragment, który ukazuje lekko przerobione prawa osoby zatrzymanej, o których zawsze wspomina policjant. Brzmią one następująco: Masz prawo być seksowna. Wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie w łóżku. Masz prawo wykorzystać moje ciało, żeby osiągnąć spełnienie. Prawda, że cudnie? Dość oryginalny sposób, aby przyciągnąć potencjalnego czytelnika. 

Przechodząc już do omówienia samych bohaterów, to myślę, że mogli być oni lepiej wykreowani. Livia z jednej strony wzbudzała we mnie sympatię, bo była bibliotekarką, a jej dom usłany był wręcz książkami (mam tak samo!), ale z drugiej strony strasznie irytowało mnie jej podejście do życia. Uważała, że jak przekroczy magiczną granicę trzydziestki, to już tylko kilka kroków będzie ją dzielić od śmierci i spoczęcia w ziemi. Dlatego za wszelką cenę chciała zajść w ciążę, chociaż ciągle powtarzała, że do wychowania dziecka nie będzie jej potrzebny mężczyzna, niezbędny jest on jedynie do podarowania jak największej ilości świetnych plemników. Oczywiście, jak to w erotykach, prawie na każdej stronie podkreślane było to, że Livia jest piękna, śliczna, że wszystko ma na odpowiednim miejscu, a to, że jej podejście do spraw życiowych było nieco głupie i idiotyczne wręcz, już jakby schodziło na drugi plan. Kolejną kwestią jest to, że prawie wcale nie broniła się przed Chasem, seksownym policjantem. Wystarczyło dosłownie kilka spotkań, aby ta się w pełni mu oddała, chociaż między wierszami cały czas powtarzała, że od facetów woli się trzymać z daleka. 
Oczywiście, wszystko robiła dla dobra dziecka, a raczej by móc w ogóle je począć. 


Moim zdaniem, trochę za szybko cała akcja przebiegła. Tutaj Livia i Chase się spotykają po raz pierwszy, niby przypadkowo, ale przynajmniej ten drugi od razu sprawia wrażenie, jakby go trafiła strzała Amora i momentalnie się zakochał. Owszem, wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale są pewne granice. Zaraz zaczynają chodzić na randki, wspólne kolacje i momentalnie lądują w łóżku, chociaż Livia robiła za osóbkę, która mężczyzn mogłaby zagryźć niczym pittbull swoją kość. 

Nie zabrakło tutaj scen łóżkowych, ale uważam, że były one bardzo umiejętnie wplecione w całą fabułę tej powieści. Nie były wulgarne, chociaż niekiedy zdarzały się mocniejsze słowa. Ale opisy uprawiania seksu były tak skonstruowane, że czytelnik szybko odnosił wrażenie, jakby sam go wręcz uprawiał. 

Pojawiły się także sceny do złudzenia przypominające te z serii o Greyu. Chociażby obraz z restauracji, kiedy obie pary siedzą przy stole i w przypadku Greya, każe Anastazji zabawić się łyżką, zaś w przypadku Gliniarza wręcz Chase błaga, aby Livia pozwoliła mu dotknąć i posmakować swego narządu płciowego skrywanego pod skrawkiem sukienki. Nie zabrakło też humoru w dialogach pomiędzy poszczególnymi bohaterami, po przeczytaniu których ciężko było zachować powagę. 

Zakończenie dość łatwo przewidzieć, bowiem rzadko się zdarza żeby było jakieś melodramatyczne (no chyba, że to jest seria i autor chce za wszelką cenę zachęcić czytelnika do sięgnięcia po kolejne tomy). Ale na mojej twarzy wywołało uśmiech i nawet swego rodzaju wzruszenie. 

Całość czytało mi się bardzo przyjemnie. Jestem zdania, że Wydawnictwo Kobiece wydaje jedne z lepszych powieści. Każda z nich ma w sobie coś oryginalnego, co przyciąga rzesze kobiet do lektury. Do wykonania okładek grafik za każdym razem naprawdę się przykłada (pozdrawiam z całego serca ♥), każda z nich jest wykonana z dbałością o najdrobniejszy szczegół. 

Podsumowując, mogę napisać, że Gliniarz to naprawdę dobry erotyk. Chociaż główna bohaterka bywała irytująca ze względu na swoje dość specyficzne poglądy, to jednak z czasem zorientowałam się, że kibicowałam jej z całego serca, by jednak odnalazła w swoim życiu powód do życia, do odnajdywania własnego szczęścia. Chase moje serce skradł prawie że od razu, był uczuciowym mężczyzną, pełnym ciepła, chociaż umiejętnie wszystko skrywał pod fasadą Gliniarza Bawidamka. Wychodził z założenia, że należy odbębnić Kelly trio - kolacja, drinki, kajdanki, a później delikatnie acz stanowczo pożegnać się z dziewczyną. Do czasu aż nie spotkał pięknej Livii, która wydobyła z niego stopniowo wszystkie najlepsze cechy. Mnie się bardzo podobała ta książka i oceniam ją na dziewięć punktów w skali dziesięciopunktowej. Jedynie lekturę psuły niekiedy błędy w tekście, ale i tak w porównaniu z innymi pozycjami, gdzie jest ich naprawdę wiele, tutaj należy dać głęboki pokłon w stronę korektorów. 
Pozdrawiam
 Zaczytana_Panna
Autorka bloga W zaczytanym

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Tytuł: Gliniarz
Tytuł oryginalny: Hot Cop
Autor:Lauren Paige, Sierra Simone
Tłumaczenie: Marcin Stopa
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera wydania: 2018
Liczba stron: 424
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami 
Format: 135x205 mm
Cena detaliczna: 39,90 zł
http://www.wydawnictwokobiece.pl/

4 komentarze:

  1. Ach, nie ma to jak goła klata na okładce. Dziwne, że nigdy laski półnagiej nie ma, hm. Ale wracając do treści, to na razie odpuszczę sobie, bo erotyków mam dość na jakis czas.
    pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie! Erotyki odrzucają mnie na kilometr w tym momencie :), ale cieszę się, że Tobie się podobało :)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się, że ta książka mi się kompletnie nie spodoba, ale kto wie... Może kiedyś spróbuję.
    Zgadzam się natomiast całkowicie z tym, co napisałaś na temat okładki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Potwierdzam, ja również dobrze się bawiłam podczas lektury :)

    OdpowiedzUsuń