
To, czym Tatuażysta z Auschwitz punktuje nawet u osób na bakier z historią jest to, że to nie jest powieść stricte o obozie i o II wojnie światowej. O wiele ważniejsze od dat, miejsc i trudnych pojęć ważniejsze są relacje między ludźmi w zastałych okolicznościach. To na nich opiera się cała ta opowieść.
Opowieść, która w sumie byłaby jeszcze ciekawsza, gdyby na tylnej okładce nie było napisanej informacji, że główna para przeżyła. Czytelnik o wiele bardziej by przeżywał całą tę historię, gdyby nie był pewny happy endu. Szczególnie że zważywszy na tematykę, nic nie było pewne.
