czwartek, 4 maja 2017

5 powodów, dla których MUSISZ przeczytać Przeminęło z wiatrem


Trafiłam na książkę mojego życia. I teraz sobie nie żartuję - Przeminęło z wiatrem od pierwszych stron stało się moją perełką. Jak zaczęłam, tak musiałam skończyć i po każdym rozdziale musiałam przeżywać dwubiegunowość emocjonalną - zarówno chciałam, jak i nie chciałam by kartki się skończyły... A przypominam, że oglądałam dawno temu film.

Zatem w przypływie smutku - będącego zapowiedzią kaca literackiego, po którym długo nie będę mogła znaleźć dla siebie miejsca - muszę, po prostu MUSZĘ tutaj o tej książce porozmawiać! 

Postanowiłam wymienić jedynie pięć powodów (aczkolwiek - oczywista oczywistość) jest ich znacznie więcej, dla których warto przeczytać Przeminęło z wiatrem! Zapraszam!

1.Nieprawdopodobnie prawdopodobna historia

Dla niezorientowanych - fabuła osadzona jest przed/w trakcie/po wojnie secesyjnej, a wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy strony przegranej. W tym zakresie Margaret Mitchell przygotowała się doskonale od podszewki. Ukazała powody i skutki w najdrobniejszych szczegółach, a opisała to wszystko w tak plastyczny sposób - łącząc prawdziwe wydarzenia z fikcyjnymi - że nie sposób nie przenieść się w czasie i nie ujrzeć tych miast, tych ziemi z drugiej połowy XIX wieku w swojej wyobraźni.

2. Pełnokrwiści bohaterowie

...czyli to, co sprawia, iż Przeminęło z wiatrem jest historią po prostu według mnie wzorową. Jak doskonałe niejednoznaczne i ludzkie są to postacie! Aż trudno uwierzyć, iż żyją tylko na kartach powieści, bowiem niejednokrotnie miałam wrażenie, że stoją tuż obok mnie - kłócą się, rozmawiają, płaczą... Prawdziwa plejada bohaterów, w czym wyróżnię najważniejszą czwórkę.

Scarlett O'Hara - główna bohaterka. Przyznam się, że po obejrzeniu filmu, nienawidziłam jej szczerze. Jednakże podczas lektury - podczas przeżywania z nią tak wielu chwil triumfu i smutku - mogę powiedzieć tylko jedno: jest jedną z najlepszych głównych bohaterek literackich wszech czasów. Naturalnie można jej nie lubić, ale Mitchell tak wzorowo ukazała jej przemianę z pyskatej dziewczynki w żądną pieniędzy kobietę, że nie sposób jej nie rozumieć. I w tym zrozumieniu tkwi jej literacki sukces! Była niejednokrotnie wredna, głupia w tak wielu sprawach jej pozornie niedotyczących, a jej zachowanie wołało o pomstę do nieba... lecz tylko dzięki temu mogła przetrwać wojnę. SAMA! I do tego zatroszczyć się - mniej lub bardziej chętnie - o wszystkich wkoło!


Rhett Butler - główny bohater, do którego pojawienia się czekałam z największą niecierpliwością. Moja miłość literacka, a przy tym jeden z najinteligentniejszych mężczyzn na kartach jakiejkolwiek powieści. Uwielbiałam jego komentarze, jego uwagi na temat ludzi i zjawisk, jego żarty. A przy tym nie był księciem! Skąd by znowu! W książce zostało to o niebo lepiej pokazane, że pomimo wielkiej miłości do Scarlett wcale nie wzdychał do niej niczym nieśmiały nastolatek. Jest niesamowicie dwuznaczną postacią. Jego moralność - miało się wrażenie - pojawiała się i znikała w zależności od sytuacji. Lecz, co by nie było, był osobą, na którą można było liczyć. Ale o nim to bym mogła rozwodzić się w nieskończoność!


Melania Wilkes -w filmie obojętna dla mnie postać, w książce jedna z najlepszych pozytywnych bohaterek wszech czasów. Autentyczna, to przede wszystkim. Przyznam się szczerze, że potrafiłam zrozumieć jej przywiązanie, jej dobroć, jej szacunek do innych postaci. Nie była tak twardą kobietą, która zwojuje świat mieczem. Nie, nie. Ona łagodziła obyczaje, stała z boku i doradzała. Była niczym latarnia morska - oświetlała drogę i pomagała na swój własny sposób. A przy tym nie można było jej odmówić rozsądku i odwagi! Doskonała postać kobieca - aż szok, że nie zirytowała mnie ani razu. 


Ashley Wilkes - wielka miłość Scarlett i mąż Melanii. W jego przypadku najłatwiej będzie mi to opisać przez kontrast. W filmie kompletnie nie rozumiałam, czemu niby Scarlett miałaby go tak bardzo kochać (w końcu miała obok siebie przecudownego (na swój sposób) Rhetta). Lecz tutaj w książce, podczas czytania jego korespondencji, podczas jego przemówień... rozumiem go. To myśliciel, niestworzony do walki o przetrwanie. Osoba, która w czasach pokoju nie zawiedzie swoją lojalność i dobrym słowem... lecz wojna charakteryzuje się dbaniem o przeciwne wartości. Zagubiony, nieszczęśliwy. Jego świat przeminął, a wraz z nim on sam...

Wiecie, co jest najlepsze? Że Mitchell zobrazowała przemianę każdego z bohaterów w tak wiarygodny sposób (już od pierwszych stron zdają się postaciami z krwi i kości i nigdy nimi nie przestają być), że nie sposób się do nich nie przywiązać. Nie są idealni - nikt nie jest. Ich wady mieszają się z zaletami, ich osobowości kształtuje walka o przetrwanie. Można ich nie lubić, a wręcz nienawidzić (szczególnie, że główna bohaterka jawi się tutaj jako przykład antybohaterki), ale na pewno można zrozumieć mechanizm ich myślenia.

3. Niepokonana nieszczęśliwie szczęśliwa główna bohaterka

I tutaj znowu przewałkuje temat rzekę. Dalej nie wiem, czy lubię Scarlett O'Harę, i mam wrażenie, że podobne uczucie ma większość czytelniczek. Bo jak tu cenić sobie postać tak niemoralnie złą - złą żonę, złą matkę, złą córkę, złą przyjaciółkę... Ale wiecie co?Z każdą stroną bardziej ją rozumiałam. Rozumiałam jej odwagę, rozumiałam, jak bardzo głód i ciężkie chwile odcisnęły piętno na jej psychice. Jak ogromny ciężar wzięła na swe barki (szczególnie jeśli pomyślimy, iż do emancypacji w tamtym okresie było daleko) i jak bardzo przytłaczała ją rzeczywistość. Pojmowałam jej nieszczęście, nawet kiedy była pozornie szczęśliwa. Na wojnie straciła tak wiele - zarówno rodzinę, jak i majątek - że się pogubiła tak bardzo, iż nie dostrzegała miłości Rhetta. A że do tego obydwoje byli dumni jak dwa pawie... 

4. Zmiany w Ameryce, zmiany w sercu

Kolejnym powodem, dla którego koniecznie MUSISZ przeczytać Przeminęło z wiatrem jest ukazanie wojny na wielu płaszczyznach. Osobiście sama się bałam w niektórych momentach, bowiem jak tu się nie bać, gdy cały świat odwraca się do góry nogami, gdy zalety cenione w trakcie pokoju muszą zostać zastąpione na zupełnie odwrotne?

Bohaterowie podczas wojny stają się złoczyńcami w trakcie pokoju. Jak tu być uczciwym, gdy wszystko, co się posiadało, zostaje ci gwałtownie odebrane; gdy musisz kraść, by coś zjeść. Jak być troskliwą matką, gdy nieustannie stresujesz się, że jutro nie będzie obiadu? Jak być lojalnym człowiekiem, gdy każdy troszczy się przede wszystkim o sobie i o swoich najbliższych?

5. Historia miłosna wszech czasów 

Uznałam, że akurat temat romansu poruszę na samym końcu, ponieważ według mnie kwestia miłosna w Przeminęło z wiatrem jest ważna, ale nie najważniejsza. Choć zdecydowanie nie podlega wątpliwości, iż to, w jaki sposób autorka opisuje miłość w najdrobniejszych szczegółach jest wzruszająca i chwytająca za serce. 

Owszem, książka jest historią miłosną wszech czasów, ponieważ traktuje o tym uczuciu w sposób uniwersalny. Miłości nie kupi się za pieniądze, a małżeństwo, nawet najbardziej dopasowanych małżonków, będzie fiaskiem bez szczerości. Brzmi banalnie? Więc powiedzcie mi, dlaczego sposób, w jaki autorka ubrała te prawdy w zdania, są tak trudno respektowane? Miałam niejednokrotnie ochotę wejść do tej książki i zmusić tę dwójkę do rozmowy, ponieważ oni naprawdę do siebie pasują! To chyba powinno wystarczyć, prawda? Otóż wszystko zależy od naszej interpretacji - co kolejny raz przemawia za walorem Przeminęło z wiatrem!


Podsumuję krótko i zwięźle...

UWIELBIAM PRZEMINĘŁO Z WIATREM! 
Moje serce utknęło na kartach tej powieści!


16 komentarzy:

  1. To od dawna moje MUST READ, na które oczywiście nie mam czasu, ale koniecznie muszę poznać tę wybitną historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odkładałam w nieskończoność tę powieść na rzecz napływających nowości, dlatego poradzę Ci: Zignoruj nowości czy inne powieści - to klasyka w najlepszym wydaniu! Pokochasz ją po stokroć!

      Usuń
  2. Chyba mnie zaciekawiłaś... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod każdym punktem! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak. Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Historia miłosna wszech czasów - jakże to trafnie opisuje tę powieść. Miałam to szczęście, że najpierw przeczytałam książkę, a dopiero po jakimś czasie obejrzałam film i dzięki temu nie miałam tego, o czym pisałaś - obojętności czy nienawiści w stosunku do bohaterów, bo po prostu poznałam ich od razu od najlepszej strony. Chyba większość historii o wojnie secesyjnej jest przedstawiona z punktu widzenia Jankesów, a tutaj spojrzenie z drugiej strony - jakże ciekawe.

    Pozdrawiam.
    Oktawia Gilbert
    Babskie Czytanki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadą jest, że historię piszą zwycięzcy. Nie wiem, czy teraz powstały inne powieści z punktu widzenia Konfederatów, ale "Przeminęło z wiatrem" było na pewno pierwszą taką książką ;)

      Usuń
  5. Mam na półce, ale czasu na przeczytanie brak :( Kiedyś nadrobię ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Też uwielbiam! U mnie najpierw była książka, a potem kilka razy film. Podobnie jak Ty uwielbiam bohaterów. To moja ulubiona książka, a przynajmniej z pierwszej piątki i nie zmienia się to od lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie - niestety bądź stety - film był pierwszy, ale dzięki temu bardziej zrozumiałam fenomen Margaret Mitchell i pokochałam ją całym sercem ! :D

      U mnie tak samo - jedna z ukochanych książek! I bez dwóch zdań, nie zmieni się to już nigdy ;)

      Usuń
  7. Przekonałaś mnie! Aż wstyd, że jeszcze jej nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Historię znam z niesamowitego filmu, a powieść na pewno przeczytam- tylko kiedy?

    OdpowiedzUsuń
  9. I jak po tak wielu zachwytach nie ulec pokusie? Zdecydowanie będę musiała przeczytać, choć obawiam się, że na razie trochę krucho z czasem (zwłaszcza jeśli wciągnę się tak, że nie będę chciała przestać), ale ta chwila na pewno jeszcze nastąpi. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KONIECZNIE przeczytaj!
      I tak, lepiej zostawić na wakacje bądź urlop ;)

      Usuń