Ulala... to trafiłam na trudną powieść. Aż sama nie wiem, co o niej napisać, gdyż to jedna z tych historii, które nie można jednoznacznie ocenić. A przynajmniej ja nie potrafię. Bowiem jak tu nie pomyśleć o tym, jak bardzo - skrótowo myśląc i zgodnie ze zdaniem niektórych bohaterów tej powieści - "toksyczna" była była tytułowa postać, jak bardzo miało się jej dość... i jak wiele podobnych nastolatków chodzi po tej ziemi. Zapraszam na recenzję.

Szesnastoletni Borys Orkan był zdrowym, pełnym sił chłopcem. Miał najlepszą przyjaciółkę Osę, całkiem w porządku kolegów w klasie, dobre zdanie u nauczycieli. Może i nie miał zbyt dobrych kontaktów z matką, ale któż w tym wieku ma, prawda? Może i z ojcem relacja się nie kleiła - ale no cóż, takie życie, prawda?... No właśnie. Pewnego dnia - na początku nowej klasy - do ich szkoły przenosi się Loko. Niemal natychmiast wpada mu w oko Osa. I wtedy właśnie wszystko się zaczęło.
Borys zaczyna słyszeć Głos - jego wewnętrzny Głos, który nieustannie mu towarzyszy. To depresja. Choroba sprawia, że chłopak zaczyna postrzegać swoje normalne, szkolne życie niczym drogę krzyżową. Szpital psychiatryczny i ludzie, których w nim spotkał, zamiast pomóc, doprowadzają go do fantazjowania na temat samobóstwa. W pewnym momencie samobójstwo staje się jego jedynym celem, dla którego jeszcze żyje...

