sobota, 12 grudnia 2015

Dream vs True - Dobry i/czy naiwny Kopciuszek?

Zacznijmy nasze burze mózgu... trochę psychologii na dzień dobry jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Jeżeli ktoś jeszcze wierzy w to, iż połowa człowieka to książki, które przeczytał - musi godzić się z faktem, iż jest to liczba powieści, nad którymi poważnie się zastanowił. W jaki sposób? Chociażby rozważając sens powołania takiej postaci oraz motywów jej postępowania. Dzięki takim zagrywkom lepiej też zrozumiemy ludzi nas otaczających - a przede wszystkim samych siebie. 

Książki są lustrem - zobaczysz w nich tylko to, co już masz w sobie. 
~ Carlos Ruiz Zafon

Stąd też na Wymarzonej Książce pojawił się nowy cykl bardziej poświęcony psychologii aniżeli książkom, choć moim zdaniem te dwa elementy nieustannie się łączą i zacierają. Żeby posty miały jakikolwiek sens musicie znać postacie, na których będę opierała swoje rozważania. Będą to bohaterowie dobrze znanych opowieści - chociażby z baśni bądź z kanonu klasyki- które na pewno każdy z nas zna. 

Na pierwszy ogień leci Kopciuszek! 
Marzenie jest życzeniem wypowiedzianym przez serce - Kopciuszek.

Uwaga! Krótka dygresja z życia.
Na wstępie po prostu czuję się zobligowana, by zaznaczyć, iż nie przepadałam jako dziecko za Kopciuszkiem. Oczywiście znałam tę opowieść z różnych źródeł, lecz ta najbardziej spopularyzowana - przez filmy Disneya, przez baśnie braci Grimm - jakoś do mnie nie przemawiała. Nie rozumiałam, czemu historia dziewczynki, która zgubiła pantofelek stała się tak kultowa. Postrzegałam to jako płomyk, który miał rozgrzać serca tych wszystkich młodych dam w różowych sukieneczkach, które czekają, aż cudowny książę je znajdzie. Taaa... marzenia...

Ale od jakiegoś czasu - gdy już dorosłam (o ile dorosłość można oceniać po wieku) i spoglądam na dane zagadnienie z innej perspektywy - zaczęłam zauważać w tej opowieści coś więcej aniżeli tylko ten bal, księcia i pantofelek. Przede wszystkim spoglądam na zachowanie bohaterów jako obiekt doświadczalny. 

A jaki był właściwie Kopciuszek?
  
Kopciuszek był dobry, łagodny, uczciwy. Nigdy nie powiedział złego słowa. Nie narzekał. Nie użalał się nad sobą. Spełniał każdą zachciankę swej macochy i przyrodnich sióstr. Nie bał się brudu. Był pracowity, uczynny i zawsze uśmiechnięty. Do pewnego czasu bardzo bierny, aż w końcu na dźwięk słowa: "bal" postanowił się w końcu sprzeciwić i pójść spotkać księcia. Oto przełom, którego zakończenie bardzo dobrze znamy. 

Znacie? Pewnie, że znacie.  Rozbijmy zatem fakty na kilka drobniejszych. 

Czemu Kopciuszek był tak dobry i czemu był tak okrutnie wykorzystywany? 
Czemu się nigdy nie postawił i nigdy wcześniej nie zaczął walczyć o swoje? 

"Czuła ona, że jej się dzieje krzywda i nieraz myślała sobie o poprawieniu losu. Że jednak miała serce złote, z pokorą przeto znosiła doznawane przykrości, dogadzając nie tylko macosze i siostrom, ale pamiętając zarazem o domowych zwierzątkach, a nawet o głodnych ptaszkach za oknami domu".*

Ponieważ w ten sposób Kopciuszek postrzegała świata. Chciała nieść pomoc wszystkim ludziom - nawet tym, którzy traktowali ją jako "podczłowieka" niewartego uwagi. Nie potrafiła odmówić i właśnie przez to, że nigdy się nie sprzeciwiła, jej zdanie nie było traktowane na poważnie. Dasz palec, wezmą rękę - w ten sposób działał świat od dawien dawna. Bo co by było, gdyby już dawno powiedziała dość? Może wtedy nie miałaby w sobie dość pokory i cierpliwości, by następnie nie zawalczyć o bycie normalną dziewczynę z podobnymi potrzebami jak jej siostry?

Czy zatem można ją uznać za człowieka dobra czy głupiego i naiwnego? 
Czy są to określenia przeciwstawny... czy może synonimiczne?

Zastanawiające jest, że ostatnimi czasy coraz częściej słyszymy określenia: Jesteś za dobra! Jak ty możesz tak dać się traktować? Jak długo będziesz taka głupia i naiwna? Na ogół te trzy przymiotniki zostają wypowiedziane niemal na jednym wydechu. Czyżby w tych czasach dobroć równała się naiwności? Czyżby bycie dobrym było czymś... złym? 

"Zażądał więc stanowczo, ażeby i pasierbica wdowy przyszła do pokoju i spróbowała włożyć pantofelek. Weszło dziewczątko krokiem pewnym i choć usmolona, nie zawstydziła się królewskiego sługi, bo praca nikogo nie hańbi. Śmiało wsunęła nóżkę w pantofelek szklany – i, o dziwo! wszedł – i nadał się wyśmienicie".*

Zastanówmy się z czym je się Dobroć a z czym Naiwność. 

Według mnie dobroć bierze się z serca. To sposób spoglądania na człowieka z miłością. Tylko dzięki tej dobroci potrafimy wybaczać, często godzić się z losem, a nierzadko także radzić sobie, kiedy inni ludzie po kolei od nas odchodzą. Bycie dobrym oznacza traktowanie drugiego człowieka tak, jak samemu chciałoby się zostać potraktowanym.

Natomiast naiwność niekoniecznie łączy się z dobrocią. Przez naiwność wierzymy w mało prawdopodobne rzeczy. Przez naiwność wierzymy w słowa ludzi, którzy milion razy na zranili.

Przez naiwność stajemy się słabi. Dzięki dobroci stajemy się silni.
Naiwność łączy się z błędnym osądem, natomiast dobroć - z wiarą.

A Kopciuszek był silny i wierzył, iż w końcu jego los się zmieni.  Nie był przy tym naiwny, by sądzić, iż Macocha zmieni się z dnia na dzień, choć niewątpliwie miał nadzieję. 

Cała reszta jej zachowań, poglądów i myśli była tylko następstwem tego, iż Kopciuszek naprawdę był dobry. I może to właśnie to, czego potrzebujemy w dzisiejszych czasach, a czego ta baśń uczy - bycia dobrym co by nie było, wytrwałym, skromnym i pełnym wiary w to, iż dobroć nas umacnia a nie osłabia? 

"A że ludzie dobrzy, zawsze otrzymują nagrodę na tym świecie, przeto nie uznawana przez siostry i macochę, Rózia, zdobyła sobie potężną opiekunkę w postaci jednej z czarodziejek, która tylko czekała sposobności, ażeby wywrzeć potęgę swego gniewu na winnych a niegodziwych".

Jest to nauka tak dobrze znana i przerabiana... a niestety często zapominana - bądź co gorsze zmieniania - w dzisiejszym świecie, w którym bycie dobrym oznacza bycie wykorzystywanym. Moim zdaniem warto być dobrym bez względu na wszystko... ponieważ może właśnie dzięki byciu dobrym po prostu nie ma innej możliwości, jak właśnie zdobycie tego upragnionego Happy Endu niczym Kopciuszek? W końcu ta opowieść nie wzięła się znikąd!

"idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch"
~ Zbigniew Herbert

Czy zatem oskarżenia względem Kopciuszkowego pogodzenia się z własną podrzędnością oraz czekanie biernie na moment nadejścia księcia można w jakiś sposób załagodzić? I tak, i nie.

Tak, ponieważ wiele powinno tłumaczyć jej podejście do świata, według którego powinna być dobra i uczynna - a takie osoby na ogół rzadko kiedy podejmują same inicjatywę, wierząc, że  co ma być, to będzie. 

Nie, ponieważ współczesne kobiety biorą sprawy w swoje ręce, nie czekając aż gwiazdka sama z siebie z nieba spadnie (trzeba ją najpierw strząchnąć) - weźcie jednak pod uwagę, iż Kopciuszek to opowieść stara... jak świat (wywodzi się już ze starożytności), dlatego nastawienie głównej bohaterki nie powinno nikogo dziwić!

"Kopciuszek, to nieszczęsne, wzgardzone przez nich dziewczę, wsiadła do karety i jak ją powieziono na ślub z królewiczem. Ślub ten odbył się niebawem, a młodzi małżonkowie byli najszczęśliwszymi na kuli ziemskiej".*

PS. Już tak na zakończenie... kwestia balu. Czy ktokolwiek zastanawiał się, czemu aż tak bardzo Kopciuszkowi zaczęło zależeć na pójść na bal? Jasne, gdyby nie ten wyjątkowy upór w tej sprawie cała historia skończyłaby się w jednym miejscu - w chacie Macochy, w którym ta dobra i łagodna dziewczyna zapewne by spędziła całe swoje życie na sprzątaniu, praniu i gotowaniu. Więc dlaczego ją to wtedy tak to zainteresowało? 

Osobiście jestem zdania, że Kopciuszek był przyzwyczajony do bycia służącą, lecz nigdy nie przestała postrzegać siebie jako dziewczynę o podobnych potrzebach co jej siostry. I właśnie dlatego, iż na ten bal zaproszone zostały WSZYSTKIE dziewczęta z królestwa... uznała, że i ona należy do tego kręgu. I dlatego tak bardzo jej zależało. 

PS2. Choć o wiele lepiej pragnienie pójścia na bal zostało przedstawione w filmie Kopciuszek z 2015 roku w reżyserii Kennetha Branagh - może kiedyś zaprezentuję różnice pomiędzy filmami a książkami. Kto wie... Chcielibyście? :) 

A jakie jest Wasze zdanie? 
Czy bycie dobrym równa się naiwności? 
Czy warto wierzyć, iż bycie współczesnym Kopciuszkiem popłaca?

30 komentarzy:

  1. Przepięknie opisałaś całą ''filozofię'' bycia kopciuszkiem. Ja kocham tę bajkę - to mój numer jeden. Być może dlatego, że sama często jestem głupia i naiwna, jak ten kopciuszek. Pokornie godzę się na wszystko, co ktoś mi narzuca. Nie umiem walczyć o swoje, co często odbija się na mnie. Dlatego śmiem twierdzić, że bycie współczesnym kopciuszkiem nie popłaca, bo często jest się wykorzystywanym. Ale z drugiej strony i tak uważam, że dobroć to piękna cnota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za uznanie. Troszeczkę się przy tym poście napracowałam dlatego jest mi tym bardziej miło :)

      Ale dzięki temu, że ktoś inny godzi się na swój los - chociażby właśnie jak Kopciuszek - możemy odgadnąć skutki. Za bycie dobrym i pokornym Kopciuszek nigdy nie dostał słowa pochwały, a Macocha nigdy nie miała mieć oporów przed wykorzystywaniem tejże cechy. A mimo to do dobrego człowieka wszyscy ludzie i zwierzęta wręcz lgną! Im jest ciężej, tym bardziej zahartowany w boju jest człowiek - a i nagroda (już nie musi być koniecznie książę, ale po prostu miłość wokół dobrego człowieka) bywa niezwykle kusząca i wierzę, że potrafi wynagrodzić te wszystkie złe wspomnienia :)

      Usuń
  2. Ojej, ileż tu psychologii! Widzę, że to o czym rozmawiałyśmy niedawno, zalazło Ci za skórę ;). Dobroć to fajna rzecz, ale ludzie szybko zaczynają to wykorzystywać i na czyichś plecach brną wyżej, żałosne. Ja tam wierzę w karmę, i mimo, że traktuję już teraz ludzi tak, jak oni traktują mnie (a nie tak, jak sama chciałabym być traktowana - bo to już nie działa!), to wiem, że dobro tak czy siak wróci, ale trzeba pamiętać, że zło również. Tak mi zawsze babcia i mama powtarzały ;).

    Buziak Kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam psychologię! To niesamowite, że nauka pozwala wejść nawet do wnętrza człowieka! Dlatego też co i raz planuję zrobić podobne posty Dream vs True, by przedstawić portrety psychologiczne znanych postaci :)

      Złego człowieka nikt nie wykorzysta, bo jest to ktoś nieobliczalny. Jeżeli ktoś jest łagodny, wrażliwy i pokorny, ludzie mogą przewidzieć, iż nic im ta Dobroć nie zrobi (a przynajmniej nic, co mogłoby ich w jakiś sposób zaboleć).

      Czasami sama zastanawiam się nad karmą, ale jeszcze nie mam wyrobionego zdania, którego mogłabym się trzymać w 100%... Ponieważ i samo pojęcie "karmy", czyli dobroć za dobroć, zło za zło, coś nie zawsze się sprawdza - aczkolwiek, jak wiadomo, coś podobnego nie sprawdza się w ten sposób, w jaki byśmy tego oczekiwali.

      Ale mi również rodzinka powtarzała i powtarza, że jeżeli ktoś postępuje dobrze i prawnie - na pewno zostaniesz doceniona!

      Trzymaj się ciepło! :*

      Usuń
  3. Tak się, niestety, w tych czasach porobiło, że za cnotę uważana jest odwaga, umiejętność brania życia za tzw "rogi", siła i charakter. Dobroć, choć w dalszym ciągu bardzo ważna, teraz jest o wiele częściej niestety wykorzystywana. Dobroć też jest mylona ze słabością i tak jak wspominasz, z naiwnością. Trochę w tym prawdy jest, bo dobrym ludziom zawsze jakoś pod górę w tym życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tak się bliżej przyjrzeć, zauważylibyśmy, że to nie do końca tak, iż w naszych czasach jedynie odważne życie bez skrępowania wcale tak pożądane nie jest. Aczkolwiek ten temat może jeszcze kiedyś poruszę :)

      Dobrym ludziom zawsze jest pod górkę, ponieważ bycie prawym, uczciwym i szlachetnym w dzisiejszym świecie to nie lada wyzwanie! Bo ile razy można dawać sobą pomiatać, ile razy można wytrzymać szyderstwa ze wszystkich stron. Ile człowiek wytrzyma czując się jak nikt niewarty?

      Według mnie bycie dobrym przechodzi swoje metamorfozy w dzisiejszym świecie i różni się od schematu Kopciuszka. Dobrym często nazywa się człowieka, który dba tylko o najbliższych, a przy okazji nie pomoże nikomu innemu - ażeby nie zostać wykorzystywanym.
      Wiem, że to dziwnie brzmi... aczkolwiek trzeba się wczytać, żeby zrozumieć coś tak skomplikowanego...

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy post. Nigdy tak naprawdę głębiej nie analizowałam Kopciuszka, a Ty znakomicie rozłożyłaś tą historię na łopatki. Podziwiam :) Mimo swojego wieku uwielbiam nadal zatracać się w takich opowieściach...
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, choć to dopiero początek góry lodowej. Mogłam poruszyć ledwie jedną kwestię - jedną z tych, które skłaniają do refleksji :)

      Usuń
  5. Zwróciłaś uwagę na naprawdę świetne i ważne rzeczy. Bycie dobrym to nie musi znaczyć bycie wykorzystywanym :]

    OdpowiedzUsuń
  6. W dzisiejszych czasach trochę nam się wszystko poprzestawiało to fakt i niestety, ale w wielu przypadkach powiedzenie "mając dobre serce, musisz mieć twardy tyłek" bardzo się sprawdza. Oczywiście nikogo nie można szufladkować, ale ileż ludzi własnie wykorzystuje to, że inni są dobrzy. Tak niestety bywa.

    PS. Na zajęciach Kopciuszka również analizowaliśmy, tylko pod innym kątem - zajmowaliśmy się samym pantofelkiem i czym on był dla księcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzenie jak najbardziej adekwatne do Kopciuszka :D

      Gdybym miała się rozwodzić jeszcze nad pantofelkiem to rozważania nie miałyby końca :D Jasne, że pantofelek jest w tej bajce jak najbardziej symbolem poszukiwania tej jedynej, aczkolwiek czasami zastanawiam się, czemu książę sam nie oglądał każdej damy: czy nie byłby to obraz wspaniałego poświęcenia i miłości?

      Usuń
  7. O rany, rewelacyjny post. Analiza bajki zawsze jest intrygująca, a teraz w mojej głowie jest mnóstwo pytań :)
    Thievingbooks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :)
      Troszkę się nad nim napracowałam, ale było warto!

      Usuń
  8. Ciekawy post :) Niestety też uważam, że jak się jest osobą za dobrą jest to szybko zauważone i często wykorzystywane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)

      Aż się zastanawiam, skąd w ogóle zwrot bycia "Za dobrym"... Czy można być w ogóle za dobrym, skoro każdy z nas ma większego bądź mniejszego diabełka za uszkiem?

      Usuń
  9. Jaka szczegółowa analiza, przyznam, że jestem pod wielkim wrażeniem. Nigdy nie zastanawiałam się nad filozofią bycia typowym Kopciuszkiem. Odkryłaś nieco inną płaszczyznę tej kreacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mam nadzieję, że dałam nieco do myślenia :)

      Usuń
    2. Dałaś do myślenia:)

      Usuń
  10. Nie zagłębiałam się nigdy jakoś dokładniej w historię Kopciuszka, znam ją jedynie pobieżnie z dzieciństwa. Podziwiam za to, że znalazłaś elementy, które często nam umykają w historii i się nad nimi nie zastanawiamy :)

    Zapraszam : ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mam nadzieję, że post się spodobał :)

      Usuń
  11. Świetnie to opisałaś, naprawdę z wielkim zainteresowaniem przeczytałam twój post. :) Ja chyba też jestem takim współczesnym Kopciuszkiem, bo często słyszę to "jesteś za dobra, za naiwna". Ale wychodzę z założenia, że wolę być Kopciuszkiem, niż złą macochą.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement i cieszę się, że się podobało :)
      Otóż to - lepiej bym tego nie podsumowała :D

      Usuń
  12. Niezwykle ciekawy post :)
    A post o różnicach między filmami a książkami to naprawdę świetny pomysł. Sama nie oglądałam jeszcze ekranizacji Kopciuszka i koniecznie muszę to nadrobić. Jestem ciekawa tego balu :D
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się popracować nad chociażby Kopciuszkiem - jest tyle różnych książek, bajek, filmów, że byłoby o czym rozmawiać ;)

      Usuń
  13. Pięknie o tym wszystkim napisałaś, bardzo ciekawy wpis :) Lubię Kopciuszka, też wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego się nie zbuntowała wobec takiego traktowania. A przecież nieraz ludzie też nie buntują się wobec takiego zachowania. Tak jak napisałaś, tak postrzegają świat. Czekam na kolejne wpisy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoją opinię :D
      Niebawem myślę, że napiszę coś nowego :D

      Usuń
  14. Jeśli jesteś zainteresowana drugim dnem baśni, to muszę polecić Ci "Cudowne i pożyteczne" Bettelheima. Lektura ze studiów, jedna z ciekawszych, ale też tych wstrząsających. Zapewniam, że otworzysz SZEROKO oczy przy czytaniu ;).

    Wiesz co, nigdy nie patrzyłam na historie Kopciuszka tak jak napisałaś, pod kątem balu i ładnej sukienki... aż mnie zdziwiło i uderzyło to inne spojrzenie. Dla mnie ta historia (ja ją akurat lubiłam w dzieciństwie, także tę brutalną wersję Grimmów z odciętymi piętą i palcami) zawsze była przykładem na to, że nie można załamywać się pod wpływem "złych" ludzi, pamiętać o zachowaniu dobrego serca i nigdy nie zwątpić w "dobre zakończenie". Yhh, chyba jestem trochę naiwnym Kopciuszkiem :)

    Pozdrowienia z Po drugiej stronie książki od Książniczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! Aż chyba wypożyczę i przeczytam!

      Usuń
  15. Kopciuszek jakoś nigdy nie był moją ulubioną baśnią. Ten idealizm nawet będąc dzieckiem niespecjalnie podszedł mi do gustu. Niemniej oglądnęłam tyle różnych adaptacji, że ich nie zliczę. Animowanego Kopciuszka Disney'a oglądnęłam może dwa razy, film z 2015 raz. I co mnie zaskoczyło (w filmie) naprawdę szczerze nie nie polubiłam macochę. To w jaki sposób została przedstawiona mi na to nie pozwolił (co innego jej córki...). Sam Kopciuszek wydawał mi się naciągany: może i dobry, ale, nie wiem czy to przez grę aktorską, czy coś innego również naiwny i trochę... fałszywy. Naprawdę nie wiem, co sprawiło, że odniosłam takie wrażenie. Ale za to te cudowne efekty specjalne... One były niesamowite.

    OdpowiedzUsuń