niedziela, 17 maja 2020

K:Drama: The World of Married Couple


Mało jest takich seriali/filmów/książek, które doprowadzają mnie do takich stanów, gdy oglądanie/czytanie danej historii jest dla mnie nie tyle po prostu przyjemnością, co po prostu rytuałem. "Wkręcić się" to za mało, by określić mój stan w stosunku do koreańskiej dramy, jaką jest The World of Married Couple. W momencie kiedy na nią natrafiłam, trwałam przy niej wiernie do samego końca, każdy weekend zaczynając właśnie od odcinka tejże historii. I teraz, kiedy się już skończyła, czuję pustkę, że pewnie przyjdzie mi trochę poczekać, zanim jakaś opowieść tak bardzo mnie wkręci w swój świat.

Jest sobie pewne małżeństwo. Na pozór idealne. Kochający, przystojny mąż. Wspaniała, zaradna, a przede wszystkim pracowita żona (będąca lekarzem). Oraz ich syn - dobrze wychowany, kochający swoich rodziców. Wszystko jest perfekcyjne do momentu, aż pojawia się ona - ta trzecia; młoda, piękna, bogata, gdyż z dobrego domu. W pierwszej chwili Żona nie chce uwierzyć, że jej Mąż ją zdradza, ale kiedy prawda wychodzi na jaw miłość przeistacza się w nienawiść i nigdy, ale to nigdy nienawiść nie kończy się wraz z rozwodem. Wszystko się zmienia.


The World of Married Couple jest koreańską adaptacją brytyjskiego serialu pod tytułem Doctor Foster. Nie znam oryginału, ale koreańska wersja zrobiła na mnie ogromne wrażenie i jestem pewna, że duża w tym zasługa nie tyle pierwowzoru, co po prostu oryginalności Koreańczyków. A tutaj poszli po całości, dzięki czemu każdy odcinek okazywał się ogromną przyjemnością w oglądaniu, zaskakując, wzruszając i dając do myślenia każdemu widzowi. Bo takie to właśnie jest życie.

To, co najbardziej podobało mi się w tej dramie, to jej autentyczność. Oczywiście można polemizować, czy aby na pewno wszystko tu było takie "zwyczajne", ale mimo wszystko twórcy bardzo trzymali się ziemi. Przepięknie przedstawili zależności międzyludzkie. Przepięknie pokazali rozterki mężczyzny kochającego dwie kobiety jednocześnie (a w przedostatnim odcinku brawurowo to wyjaśnili), przepięknie zaprezentowali czym jest rodzina i małżeństwo - nie dając jednoznacznej odpowiedzi, ale pozwalając widzowi samemu zinterpretować dane zachowanie. Wszystko tutaj toczy się w obrębie pytania: Czym tak naprawdę jest miłość małżeńska i co decyduje o jej szczęściu? Wierzcie mi, można się bardzo zaskoczyć.


Poza tym żadne problemy nie były wydumane. Bitwa o dziecko, bitwa o to, kto będzie szczęśliwszy - kto jest górą, a kto dołem. Przecież to wszystko można odnaleźć w życiu codziennym; wystarczy tylko dobrze ucho dostawić. Małżeństwo to bardzo trudny temat, a przy okazji tak bardzo pospolity, że cieszę się, że ktoś wreszcie zajął się nim na poważnie - nie koloryzując, nie dramatyzując. Szczególnie polecam przyjrzeć się postawie Męża, gdyż to on ma tutaj najwięcej do opowiedzenia w temacie rodziny.

Przez 16 odcinków dzieje się naprawdę dużo. Częste przeskoki w czasie pozwalają pokazać problem na szerszą skalę. Nie tylko główna para przeżywa kryzys, ale także poboczne postacie - one tutaj również prezentują klasę. Co ważne, według mnie każdy sam się odnajdzie w tej dramie i jestem pewna, że niektóre problemy przedstawione na ekranie na 100% trafią w czuły punkt. Dając tym samym okazję do własnych przemyśleń. Bo skąd właściwie bierze się ta cała nienawiść po rozwodzie? Czemu ci, którzy zdradzają, robią z siebie później ofiary? Czemu wieź małżeńska jest tak silna? Jaki wpływ na małżeństwa ma dziecko? Warto się nad tym zastanowić.



To drama adresowana dla dorosłego widza, gdyż porusza dorosłe problemy. Brak w niej jednoznacznego podziału na dobro i zło, jak również brak w niej jednoznacznych rad na życie. Zakończenie jest zaskakujące i zdecydowanie usatysfakcjonuje każdego widza. To zdecydowanie drama dla wszystkich! Spodoba się naprawdę!

PS. Gdy ją oglądałam, przypomniał mi się wiersz Szymborskiej... Pozwólcie, że go tutaj przytoczę:

Rozwód


Dla dzieci pierwszy w życiu koniec świata.
Dla kotka nowy Pan.
Dla pieska nowa Pani.
Dla mebli schody, łomot, wóz i przewóz.
Dla ścian jasne kwadraty po zdjętych obrazach.
Dla sąsiadów z parteru temat, przerwa w nudzie.
Dla samochodu lepiej gdyby były dwa.
Dla powieści, poezji - zgoda, bierz co chcesz.
Gorzej z encyklopedią i sprzętem wideo,
no i z tym poradnikiem poprawnej pisowni,
gdzie chyba są wskazówki w kwestii dwojga imion
- czy jeszcze łączyć je spójnikiem "i",
czy już rozdzielać kropką.

Wisława Szymborska


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza