Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drama. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2020

K:Drama: The World of Married Couple



Mało jest takich seriali/filmów/książek, które doprowadzają mnie do takich stanów, gdy oglądanie/czytanie danej historii jest dla mnie nie tyle po prostu przyjemnością, co po prostu rytuałem. "Wkręcić się" to za mało, by określić mój stan w stosunku do koreańskiej dramy, jaką jest The World of Married Couple. W momencie kiedy na nią natrafiłam, trwałam przy niej wiernie do samego końca, każdy weekend zaczynając właśnie od odcinka tejże historii. I teraz, kiedy się już skończyła, czuję pustkę, że pewnie przyjdzie mi trochę poczekać, zanim jakaś opowieść tak bardzo mnie wkręci w swój świat.

środa, 29 kwietnia 2020

K-Dramy, które warto znać



Pozostając cały czas w temacie koreańskich dram, które - no cóż - obdarzyłam ogromną miłością i swego rodzaju zaufaniem, ponieważ na bieżąco śledzę poczynania Korei Płd w kwestii filmografii, postanowiłam stworzyć kolejny zestaw dram, które udało mi się w całości obejrzeć i które teraz chciałabym Wam trochę przybliżyć.

Jako że trochę się tych dram nazbierało, postawiłam przedstawić głównie te, które są - z mojego punktu widzenia - wartościowymi produktami, które warto obejrzeć z różnych powodów. Zapisałam także ich gatunki, aczkolwiek bądźcie przygotowani, że nie ma koreańksiej dramy choćby bez cienia romansu (choćby minimalnego), szczęśliwego zakończenia (no cóż), bez przesadzonej dramy i wielu, wielu cliff hangerów, które nie pozwolą Wam się oderwać od ekranu telewizora. 

Acha! Wszystkie dramy obejrzalam na stronie DramaQueen, o której już Wam wspominałam, a do której Was bardzo zapraszam!

piątek, 3 kwietnia 2020

K-Drama: Life

Nawet nierówności serialowo-rozrywkowe są takie same w każdym kraju: podczas gdy niektóre przeciętne produkcje stają się kultowe, tak wiele wybitnych zostaje zapomnianych. A że wiemy, że podobna nierówność istnieje, trzeba ją zwalczać. Ot, choćby i mało znaczącą recenzją, która pewnie głównie dla mnie będzie pamiątką tego, jak bardzo polubiłam ten serial. Zapraszam do koreańskiego szpitala.


Witamy w najlepszym uniwersyteckim szpitalu w Korei, w samej stolicy. To właśnie tam o dobro pacjentów dbają najlepsi specjaliści. Poświęcają swój czas, swoją młodość. Żyją z dnia na dzień, nieustannie borykając się z czyimś cierpieniem. Do czasu, aż w niespodziewanych okolicznościach umiera dyrektor placówki. Przypadek? Samobójstwo? A może morderstwo? Na te pytania stara się odpowiedzieć Ye Jin-Woo (Lee Dong-Wook). W międzyczasie do szpitala trafia nowy dyrektor-biznesmen, Koo Seung-Hyo (Cho Seung-Woo), którego nowa wizja unowocześnionej, lepiej prosperującej placówki nikomu nie odpowiada.

Podczas licznego przeklikiwania Netflixa w dziale Azjatyckie często natrafiałam na ten tytuł. Jednakże historii medycznych miałam po dziurki, poza tym - no kurde, jakoś o tej dramie w ogóle nie słyszałam w k-dramowym światku, toteż uznałam, że nie jest warta mojej uwagi. No ale po obejrzeniu Strangera (o tej dramie też koniecznie muszę coś napisać), zaczęłam szukać czegoś podobnego i dowiedziałam się, że scenarzystka Strangera napisała także Life'a. No to już byłam zainteresowana. Potem zobaczyłam obsadę - praktycznie taka sama jak przy Strangerze + w roli głównej jest Lee Dong Woo (znany mi chociażby z Goblina). No no no...

Włączyłam.

I w ten sposób spędziłam swoje następne 16 godzin.

sobota, 21 września 2019

Kiedy k-drama staje się obsesją, czyli o Class of lies!

To nie jest moja pierwsza drama. To też nie jest pierwsza drama, która zrobiła na mnie aż takie wrażenie (wyprzedziło ją Moon Lovers, które na zawsze pozostanie moim Nr 1). A mimo to Class of Lies było tym, czym się kompletnie nie spodziewałam i podczas seansu miałam sprzeczne myśli. Marzyłam, by się nie skończyło, a przy okazji byłam tak bardzo ciekawa, czy do samego końca twórcom uda się utrzymać poziom. 
 


Fabuła

Gi Moo Hyuk jest odnoszącym wielkie sukcesy prawnikiem, jednak z powodu jednej sprawy spada z piedestału. By odzyskać swój honor i dobre imię prawnika, pod zmienionym imieniem, jako Gi Kang Je, zaczyna pracować w liceum jako tymczasowy nauczyciel. Mimo że przyświecały mu własne pobudki, zaczyna zauważać mające tam miejsce akty przemocy. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc obronić ofiary przed ich oprawcami, którzy ze względu na swój wiek często pozostają bezkarni.

środa, 4 września 2019

K-Drama: Extraordinary You

Nie ukrywam, że ostatnio nie mam czasu na prowadzenia bloga. Z prostej przyczyny - moje życie nabrało takiego tempa, że nie wyrabiam na zakrętach. Czytam książki, ale jedną przez kilka długich dni, ale o nich nie piszę, ponieważ wypożyczam je z biblioteki albo kupuję, a że po wielu latach pisanie recenzji nabrało dla mnie znaczenia bardziej pracy niż przyjemności, toteż nie opisuję tych tytułów, póki nie zostanę do tego przymuszona. (Swoją drogą czytam teraz Uwikłanie Zygmunta Miłoszewskiego, która jest moją pierwszą powieścią tego autora i jestem oczarowana; oraz To (nie) koniec świata przez Darwinistów). 

Przyznam szczerze, że po godzinach pracy, zajęć na studiach czy innych obowiązków, najchętniej siadam pod kocem i oglądam jakiś serial/film. A że ostatnio natrafiłam na masę ŚWIETNYCH dram koreańskich, toteż uznałam, że opowiem o tych, które szczególnie do mnie trafiły. Wiem, że większość z Was nie zna koreańskiej filmografii, ale mam nadzieję, że kiedyś to nadrobicie, ponieważ to naprawdę dobre małe cudeńka <3


Nie przedłużając - zapraszam na recenzję Extraordinary You, która nie pozwoliła mi oderwać się ani na moment od ekranu i zrobiła ze mnie swego rodzaju masochistę, ponieważ z niecierpliwością oczekiwałam każdego odcinka, zadowalając się nawet making-offami.

piątek, 14 grudnia 2018

K-Drama: Goblin: The Lonely and Great God


Moja przygoda z Goblinem - jednym z największych hitów ostatnich lat - zaczęła się jeszcze w 2017 roku, czyli w roku, w którym Goblin był dopiero transmitowany. Pierwszy odcinek może i mnie nie zachwycił, ale pierwsze osiem odcinków już tak. Fabuła, bohaterowie, aktorstwo, muzyka. Tutaj wszystko zagrało. A mimo to porzuciłam tę dramę w połowie. Po prostu poczułam znużenie i moje obowiązki kazały mi oderwać się tego fantastycznego świata. Jednakże Goblin gdzieś tam utkwił w moim sercu, skoro po dwóch latach postanowiłam wznowić seans i dokończyć go w przeciągu zaledwie jednego dnia. Dzięki temu mogłam zakochać się w tym świecie tak, jak na to zasługiwał.

Kim Shin jest goblinem, a także Opiekunem Dusz. Mężczyzna mieszka razem z Aniołem Śmierci, który zabiera ludzkie dusze niczym Ponury Żniwiarz. Jednakże obaj mężczyźni zmagają się z pewnymi problemami. Ponury Żniwiarz ma amnezję, natomiast Kim Shin chce zakończyć swoje nieśmiertelne życie. Niestety, gobliny mogą zakończyć swoje życie wieczne tylko w jeden sposób – odnajdując ludzką pannę młodą. W tym celu, Kim Shin znajduje optymistyczną licealistkę, Ji Eun Tak. Goblin zaczyna powoli wierzyć, że dziewczyna stanie się kapłanką, która zakończy jego przeklęte istnienie. Jednakże z czasem ta skomplikowana metoda samobójstwa zaczyna zamieniać się w miłość. Czy nieśmiertelny goblin zacznie żałować swojej decyzji? A może ta miłość stanie się nieuchronnym końcem jego życia?


(Opis: Drama Queen)

wtorek, 15 maja 2018

K-drama czy J-drama? Itazura na Kiss czy Playful Kiss?




Azjatyckie produkcje wcale nie różnią się od europejskich. Jeżeli jakiś tytuł się sprawdzi i spodoba, następuje masa remake'ów: albo Japończycy biorą pomysły od Koreańczyków albo Koreańczycy od Japończyków, albo jeszcze ktoś inny. I za każdym razem historie - choć opierają się na tym samym scenariuszu - przedstawiają historie w inny sposób. Jak wiele można zdziałać kilkoma zdaniami, śmieszną mimiką twarzy oraz innym rozegraniem scen, dzięki czemu historia nabiera rumieńców, a mimo to wciąż pozostając wiernym scenariuszowi? Przekonajcie się sami.

niedziela, 13 maja 2018

J-Drama Review: Seisei Suruhodo, Aishiteru, czyli o historii, która w Polsce nie miałaby racji bytu, a szkoda!

Zapewne każdy, kto w minimalnym stopniu spotkał się z dramami wie, że opowiadane historie znacząco różnią się od naszych polskich/europejskich/amerykańskich standardów. O tym, jak bardzo, trzeba się samemu przekonać... lecz tym razem nie chodzi mi o omawianie, lecz o samą tematykę. O przedstawienie instytucji małżeństwa oraz rozwodów.
 

W ramach wstępu powiem, że na Seisei Suruhodo, Aishiteru (pl. Wystarczy, że cię kocham / eng. Love, Katharsis) to drama, na którą trafiłam przez całkowity przypadek. Szukałam czegoś, żeby podtrzymać moją chęć uczenia się japońskiego (wspiera mnie w tym bardzo dobrze Duolingo, gdzie codziennie poświęcam tak z 10/20 minut dziennie). Tyle że jestem mało tolerancyjna - wiele historii po prostu mnie "boli" i uciekam od nich już po pierwszym odcinku. Tym razem jednak było inaczej - zachęciła mnie mała liczba odcinków (raptem 10 - to znak, że nie będzie ta opowieść rozwleczona) oraz nietypowa tematyka. Fakt, że nie żałuję, jest najlepszym dowodem na to, że jest dobrze!

Mia Kurihara to wielka miłośniczka biżuterii - szczególnie tej od Tiffany'ego, gdzie też pracuje z ogromnym oddaniem twierdząc, że biżuteria przechowuje ludzkie uczucia (co też bardzo często powtarza). Pewnego dnia poznaje Kairiego Miyoshi, który pomaga jej znaleźć utraconą rzecz. Dziewczyna nie wie, że już następnego dnia mężczyzna okazuje się być jej szefem. Biurowy romans murowany, ponieważ zarówno ona, jak i on zakochują się w sobie właściwie już w pierwszych minutach, ale ale... nie mogłoby być tak pięknie. Kairi nosi na swoim palcu obrączkę...

środa, 18 października 2017

K-Drama: Queen for Seven Days [2017] - Recenzja

 

Pamiętacie post o moich postanowieniach? Uznałam, że czas najwyższy wejść na nowe pole do popisu, tym samym dodając swoją małą cegiełkę do wciąż budującej się społeczności azjatyckich dram. Od teraz będę starała się (słowo klucz!) opisywać moje wrażenia po danym seansie. Może te wpisy się przyjmą - może nie - ale przynajmniej będę miała coś dla siebie: pamiątkę w postaci spisanych odczuć po K-Dramie. 

Na pierwszy ogień wybrałam serial, po który sięgnęłam tylko ze względu na historię Korei. Ostatecznie bardzo mało wiem o czasach średniowiecznych tego kraju, więc warto byłoby to zmienić. Tytuł Queen for Seven Days ( 7일의 왕비 ) brzmiał zachęcająco. 

Zacznijmy od końca...

Królowa Dangyeong pojawia się u stóp swego męża, a władcy kraju. Król Joongjong uśmiecha się do niej i z radością przytula. Cieszy się na jej widok, podczas gdy królowa wyciąga sztylet i przymierza się do zabicia. Nie potrafi. Uczucie, jakim darzy władcę, jest zbyt wielkie. Król spogląda na nią, bierze jej rękę w swoją i powtarza, że jeżeli gdzieś powinna celować - to właśnie w serce. 

A później cofamy się w przeszłość... 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Wpływ Orientu, czyli jakie dramy obejrzałam [TOP10]

Już od dziecka lubiłam to, co inne. Nic na to nie poradzę, że jestem strasznie zainteresowana tym wszystkim, co się różni od mojego codziennego życia. Owa fascynacja wielkim światem sprawiła, iż to właśnie języki obce stały się moim życiowym priorytetem, ponieważ umożliwią mi otworzenie się na nowy, nieznany mi dotąd świat. 

Także ja tu tylko na chwilę...

Jako że odniosłam wrażenie, iż ostatnio bardzo wiele osób odkryło magię azjatyckiego wielkiego kina/małego telewizora, postanowiłam zebrać tutaj wszystkie te seriale, które zdążyłam obejrzeć, a które sprawiły, że osłuchałam się w języku japońskim (co niewątpliwie teraz pomaga mi w nauce tego języka), a nawet - choć na początku tak się wzdrygałam - w koreańskim (i dzięki niech będą temu, ponieważ dzięki temu zaprzyjaźniłam się z Hannahą i innymi Koreańczykami).