sobota, 21 września 2019

Kiedy k-drama staje się obsesją, czyli o Class of Lies!

To nie jest moja pierwsza drama. To też nie jest pierwsza drama, która zrobiła na mnie aż takie wrażenie (wyprzedziło ją Moon Lovers, które na zawsze pozostanie moim Nr 1). A mimo to Class of Lies było tym, czym się kompletnie nie spodziewałam i podczas seansu miałam sprzeczne myśli. Marzyłam, by się nie skończyło, a przy okazji byłam tak bardzo ciekawa, czy do samego końca twórcom uda się utrzymać poziom.


Fabuła

Gi Moo Hyuk jest odnoszącym wielkie sukcesy prawnikiem, jednak z powodu jednej sprawy spada z piedestału. By odzyskać swój honor i dobre imię prawnika, pod zmienionym imieniem, jako Gi Kang Je, zaczyna pracować w liceum jako tymczasowy nauczyciel. Mimo że przyświecały mu własne pobudki, zaczyna zauważać mające tam miejsce akty przemocy. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc obronić ofiary przed ich oprawcami, którzy ze względu na swój wiek często pozostają bezkarni.

Pierwsze wrażenia

Nie ukrywam, że zainteresowałam się tą dramą od pierwszej wzmianki na stronie Drama Queen (na której możecie obejrzeć i Class of Lies oraz inne ciekawe tytuły w całości za darmo). Czułam, że ta historia ma potencjał, mimo że przecież z podobną tematyką już nie raz, nie dwa się spotkałam (patrz: chociażby Belfer). Jakieś morderstwo, jakaś szkoła, jakiś adwokat w przebraniu nauczyciela. Znane? No pewnie, że znane. Stąd też twórcy, by zainteresować odbiorcę musieli czymś go zaskoczyć. Stworzyć takie tło i takie zawirowania, że widz nawet na moment nie będzie mógł mieć pewności, że faktycznie wie, o co w tym wszystkim chodziło. 

Czy to wyszło? Oj, wyszło. Nawet jeżeli pod koniec znałam już tożsamość mordercy, jego motywy były wciąż nie do odgadnięcia, a przy tym pozostały w zgodzie z charakterem. Widać, że na ten serial był dobry pomysł!


Akcja

Każdy, kto nie jedną k-dramę oglądał, wie, że jeżeli chodzi o poziom pierwszego i ostatniego odcinka... bywa różnie. Niejednokrotnie było tak, że pierwsze osiem odcinków miało sens, a później to już pani kochana, wszystkim odbijało i albo bohater stał w miejscu albo cofał się rozwojowo. Słowem - akcja była przeciągana na siłę, byle by zamknąć się w szesnastoodcinkowym formacie. W przypadku Class of Lies jest jednak inaczej.

Obejrzałam dziesięć odcinków tej dramy na raz, to oznacza, że w ciągu jednego dnia poświęciłam dziesięć godzin z mojego życia! Nie jestem jakąś wariatką. Po prostu nie mogłam się oderwać. Z przeciętnej dramy Class of Lies podniósł poprzeczkę oczekiwania do tego stopnia, że aby czekałam, kiedy ona spadnie. Ale poprzeczka nie spadła. Do samego końca nie spadła. 

Byłam w szoku! Co to za rodzaj seansu, w którym emocjonuję się od początku do końca?! Czy to dalej moja znajoma k-drama z przesadnym dramatyzmem? Dawno już nie czułam takiej ekscytacji (a musicie wiedzieć, że hejcę głupotę). Ostatnie odcinki musiałam nadrobić po angielsku, gdyż nie mogłam się doczekać polskich napisów. Innymi słowy - da się zrobić porządny thriller detektywistyczny/szkolny? Da się!


Tajemnice

Wszystko zaczęło się od poznania Gi Moo Hyuk, adwokata, ze swoim nowym klientem - uczniem z elitarnego liceum, który podejrzany jest o morderstwo swojej koleżanki. Współczucie? Niekoniecznie, ponieważ Gi Moon Hyuk chce tylko wygrać tę sprawę, zapominając przy tym o uczuciach. Okazuje się jednak, że źle postawił, i chłopak pragnie popełnić samobójstwo. Czemu? Nie wiadomo. Sprawa zaczyna się zagęszczać, a adwokat traci swoją pracę, mieszkanie, samochód. Wszystko. Zaczyna pracę w szkole, byle by odzyskać swoje dobre imię... i tam natrafia na kolejne przypadki. Morderstwa, zaginięcia, niewolnictwo. Jak to w elitarnej szkole, w której uczniowie potrafią często więcej niż nauczyciele.

W Class of Lies nic się nie wyklucza. Widz prowadzony jest jak po niteczce, aż dotrze do kłębka. Cały obraz społeczeństwa się zmienia, a przy tym bohaterowie nieustannie grają zgodnie ze swoimi charakterami. Nie ma tutaj nagłych, gwałtownych zmian. Nie ma przesady. Nie ma dramatyzmu (który przecież jest tak uwielbiany przez Koreańczyków). Tutaj wszystko ma swoje ręce i nogi. I pewnie dlatego jest aż tak dobre!
 


Główny bohater

Na pierwszy plan wychodzi Yoon Gyun Sang w roli tytułowego Mr. Temporary (drugie tłumaczenie tytułu). To pierwsza rola, w jakiej zobaczyłam tego aktora, więc nie miałam o nim żadnego zdania. Wszedł w rolę adwokata, dla którego liczy się tylko zwycięstwo. Znane? Znane. Ale tutaj nie ma nagłego przejścia z diabła w anioła (jak to ma często miejsce w k-dramach). Wszystko jest wyliczone i nawet pod postacią nauczyciela główny bohater nie przestaje być tym samym głównym bohaterem.

Jego postać jest naprawdę mądra... bystra... logicznie poprowadzona. Wreszcie główny bohater, który nie jest idealny, a ludzki. Wreszcie ktoś miał w sobie tę normalność w sobie, dzięki której nawet bardziej przerysowane postacie drugoplanowe wydawały się normalniejsze. Ma coś w sobie takiego, że się mu kibicuje, a jeżeli nawet nie kibicuje, to któremu po prostu się chętnie towarzyszy w rozwiązywaniu zagadek. Jego IQ jest na normalnym poziomie, to nie jest jakaś Alfa i Omega, dzięki czemu wypada jeszcze lepiej.



Pozostali bohaterowie

Jak to zawsze bywa, w serialach najwięcej dobrego robią właśnie ci "inni". Class of Lies nie jest wyjątkiem. Na pochwałę przede wszystkim zasługują kobiety. Wreszcie nie są piszczącymi idiotkami, które wiecznie płaczą. WRESZCIE jakieś normalne osoby z kręgosłupem moralnym, używające własnego mózgu. Zarówno pani prokurator, jak również nauczycielka i wychowawczyni klasy są dobrze rozpisanymi postaciami, które nie są na usługach faceta, lecz mają własne znaczenie w tej historii.

A uczniowie? Ulala... tutaj to mamy prawdziwy pokaz talentów. Prawdziwi nastolatkowie z Junem jako Yoo Beom Jina w roli prowadzącego! Jakże dobrze mi się ich oglądało. Każdy ma tajemnice, każdy ma swój powód, by coś ukrywać, każdy ma swój kłopot. Nie ma tutaj osoby, która nie ma czego grać. Każdy ma swój własny indywidualny wkład w zniknięcie i chwała za to! Żałuję strasznie, że nie mogę Wam nic więcej o nich powiedzieć, ale to są postacie, które trzeba samemu poznać!




Podsumowując

Class of Lies to jedna z tych dram, które każdy może obejrzeć i każdy będzie się świetnie bawił podczas seansu. To jeden z tych tytułów, które się ogląda bez cienia znużenia, a do którego chciałoby się aż powrócić, by jeszcze raz przeżyć te emocje. Co ciekawe, można powrócić, ponieważ tym razem będzie można się skupić na całej otoczce i zwracać uwagi na szczegóły! A to już oznacza serial godny podziwu.

Polecam! Cholernie, z całego serca polecam, bo czuję, że nawet niezainteresowani koreańską kinematografią znajdą w tej dramie coś dla siebie. Ja czuję się zauroczona kreacją bohaterów oraz wykonaniem. Proszę o więcej!


Dramę możecie obejrzeć na DramaQueen!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz