sobota, 22 grudnia 2012

Anna Ventura. Przeznaczenie - Agnieszka Kiełbus

Wampiry od lat interesowały ludzkość. Ich nieśmiertelność związana z krwią jako pożywienie, którą wysysają za pomocą swoich dwóch kłów. Każdy to zna. Zdecydowanie jest na pęczki tych historii. Niektóre opowiadają o wampirach jako o przerażających stworzeniach, których jedynym celem jest picie krwi, inne natomiast o przyjaznych wampirach, które swoją inność poświęcają do bycia dobrymi, przykładnymi obywatelami. Tak, zdecydowanie różne są poglądy ludzi. Pani Agnieszka Kiełbus również postanowiła napisać powieść o wampirach.

Życie Anny Ventury wywraca się do góry nogami, gdy jej rodzice giną w wypadku samochodowym, a ona trafia pod opiekę nielubianej ciotki Jolki.
Uciekając od niej, Anna wpada do świata pełnego magii, gdzie zostaje napadnięta i ukąszona przez wampira. Z pomocą dziewczynie przychodzi przystojny blondyn - Cedrik Chalmer – chłopak, który wampirów nienawidzi. Zakochują się w sobie, choć żadne nie chce się do tego przyznać.
Niestety Cedrik odkrywa, że Anna rozpoczęła przemianę w wampira i jego miłość zmienia się w nienawiść. Życie Anny po raz kolejny legnie w gruzach. Co więcej, dziewczyna, ku swojemu przerażeniu, zmuszona jest do przeprowadzki na zamek Hrabiego Larenusa - wampirzego władcy ziem, na których się znalazła. Jest przekonana, że nic gorszego nie może się jej przytrafić. Nie przeczuwa nawet, że to dopiero początek... 

Gdy tylko przeczytałam wstęp, wiedziałam, że muszę zapoznać się z ową lekturą.Co ciekawe autorka tym razem z stworzyła własny świat, w którym magia jest na porządku dziennym, a nie, że żyją w naszym wymiarze. W dodatku w książce miał się pojawić wątek romantyczny (no niestety, jestem kobietą). Nie martwiąc się ilością stron, a wręcz uważając je za zaletę, czytałam książkę przez dwa wieczory. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym powiedzieć dobre słowo na jej temat, bo przynajmniej miałabym wymówkę na moje czerwone oczy.
Po pierwsze fabuła. Mimo że wampiry na dzień dzisiejszy są dość oklepanym pomysłem - książek o wampirach jest po pęczki - to za każdym razem można stworzyć coś ciekawego. Można stworzyć mrożącego krew w żyłach wampira, myślącego jedynie o pochłanianiu hektolitrów ich ulubionego przysmaku. Na tyle strasznego, że ludzie nie znaliby spokoju. Szczególnie że tym razem autorka przeniosła całość historii do innego wymiaru - mi od razu kojarzyło się to ze średniowieczem. I tak też było. Anna przenosi się do średniowiecza, gdzie ludzie nawalają się na miecze i jeżdżą konno. Pojawiła się, a dodać trzeba, że bardzo długo jej zeszło samo pojawianie się w  miejscu akcji, w państwie zarządzanym przez hrabiego - wampira, gdzie mieszkają zarówno ludzi jak i wampiry, półwampiry, strzygi i inne magiczne stworzenia. Zacierałabym ręce na samą myśl, jak wiele ciekawych przygód można było opowiedzieć. Zacierałbym, gdyby nie fakt, że poznałam już umiejętności prowadzenia akcji pisarki. Każda strona niemiłosiernie mi się dłużyła. Miałam nadzieję, że szybko to się zmieni, gdy w końcu dotrzemy do Spes (tak się nazywa owe państwo, które poznajemy przy ok. 100 stronie). I tu też jest niestety minus całej powieści. Autorka nie potrafi pojąć, co jest ważne a co nie. Rozpisywała się na kilkanaście stron o tym, jak to Anna szukała drewna do ogniska, natomiast o pojawieniu się wielkiej, pierwszej miłości Anny ledwie wspomniała w jednym akapicie. My musieliśmy po prostu wiedzieć, że taka miłość zaistniała - a co z tego, że nawet nie zdążyłam polubić tego jej lubego. Lepiej było opisać, jaki to Ania miała problem z drewkiem.

Najgorsze jest to, że im dalej tym gorzej. Ania szybko dowiaduje się o przemianie w wampira, po czym bardzooo, ale to bardzooo powoli się w niego zamienia. Przenosi się do zamku, gdzie staje się najwspanialszym wojownikiem, najpiękniejszą kobietą i ogólnie achy echy, czego to Ania nie potrafi zrobić. Gdyby chociaż dało się ją polubić... Niestety nie mogłam, choć bardzo się starałam. Nastolatka jest opryskliwa, wiecznie coś jej przeszkadza, a jak inny chłopak, niż oczywiście ledwie wspomniany Cedrik,  pokazuje jej, jak to bardzo ją lubi - Ania jest na niego wkurzona. No bo przecież to takie niesprawiedliwe, że to właśnie ona się tutaj pojawiła, że to właśnie ona zmienia się w wampira i że w ogóle traktują ją jak księżniczkę. A gdy poproszono ją uprzejmie by założyła suknię, która w ich czasach była na porządku dziennym dla kobiet, Ania odparowała, że nie ma zamiaru - po czym opisywała swoje myśli, jaka to ona jest pokrzywdzona i jak to inni jej nie znają, bo przecież ona woli jeansy. Oj rany rany. Po prostu Bella ze Zmierzchu.

Zatem szukałam innego bohatera, tutaj jednak dużego wyboru nie miałam. Mieliśmy małą dhampirkę (czy jakoś tak), hrabinkę, która za to, że weszła do pokoju Ani bez pukania, przepraszała ją kilkanaście razy, a za to, że dała Ani bluzkę z dekoldem - no po prostu klęcz i błagaj o przebaczenie. Alieen (owa "przyjaciółka" Ani) ma brata - Sheridana. Typowy playboy, dla którego kobieta jest tylko kolekcją. Mógłby być całkiem ciekawy, gdyby nie fakt, że na sam widok Ani zakochał się na zabój i przestał być typowym playboyem. Jest jeszcze hrabia, który nie zamierza zamienić swojej ukochanej żony w wampira - no bo przecież, może tego nie przeżyć, a on bez niej również zginie (jest wampirem).

Gdybym chociaż mogła poczuć jakieś więzi między poszczególnymi postaciami. Wszystko dla mnie było płytkie, a ktoś kogoś lubił/kochał bo tak i już. No, może chociaż państwo hrabia ze swoją żoną-człowiekiem - mogłam poczuć ich więzi małżeńskie, niestety pojawiali się rzadziej niż bym chciała. O opisie wielkiej miłości Ani nie ma co marzyć - ona się zakochała i się nie odkocha w Cedriku. Amen. On jednak jej nienawidzi, no bo przecież jest wampirem nie z własnej woli, a on wampirów nienawidzi. Amen. Paranoja po prostu.

Tym, co jeszcze rzuca się w oczy, jest aż nadto nadużywanie słownictwo młodzieżowego. Prawdę mówiąc byłam święcie przekonana, że ową książkę napisała jakaś gimnazjalistka.Ale nie - to napisała dorosła osoba. Gdyby chociaż słownictwa typu "odwal się" używała tylko Ania, jako osoba z naszego świata. Otóż nie, takie słownictwo jest używane nawet przez wysoko postawionych ludzi. Co najlepsze wampiry czasami używają słownictwo całkowicie "naszego", by innym razem nie rozumieć innego słowa również "naszego" - no bo jak Ania może używać takich wyrazów?! One są takie dziwne i obce...

Prowadzenie fabuły - dno
Postaci - dno
Relacje między postaciami - głębokie dno
Więc co w ogóle sprawiło, że ta książka została wydana?
Nawet nie chcę wiedzieć.
Nie polecam. Nie warto marnować cennego czasu na wiecznie oburzoną Annę Venturę.
Ale uwaga - pisarka ma w planie napisanie kontynuacji powieści, co nie jest zaraz takie dziwne, bo powieść skończyła się nijak. Jeżeli serio chce to kontynuować - powodzenia. Jednakże pani Agnieszko, musi pani w niej umieścić trochę, hmmm, jakby to... ŻYCIA?! 

-------------------------------
Tytuł: Anna Ventura. Przeznaczenie
Autor: Agnieszka Kiełbus
Wydawnictwo: Novae Res
Data Wydania: 2012 r.
Liczba stron: 456
Kategoria: Dla młodzieży (patrz- dziewczyn),  Fanstasy (nie mogę tego nijak zaliczyć do romansu)
--------------------------------

Ocena: 2 (dostateczny)
Wniosek: Zmarnowany czas, pieniądze, a co najgorsze - potencjał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz