sobota, 13 lutego 2016

Wywiad z autorką... okładek - poznajcie Annę M. Damasiewicz


Jak ważna jest okładka książki, o tym wiedzą wszyscy czytelnicy - nieważne czy czytający mniej bądź więcej. To właśnie szata graficzna sprawia, iż dany tytuł przykuwa nasz wzrok... że zachwycamy się daną powieścią na tyle, że nie wiadomo, w którym momencie rozpoczynamy swoją przygodę z nowymi bohaterami. Jestem pewna, że wiecie co mam na myśli ;)

Choć do danego tytułu przyciąga nas niewątpliwie autor okładek, zapewne mało który czytelnik pokusi się o sprawdzenie nazwiska tego malutkiego dzieła. Może pora to zmienić i poznać jedną z autorek okładek, której dzieła mamy szansę podziwiać nieustannie, czy to podczas lektury powieści Królowej Kryminału bądź klasyki romansu chociażby Jane Austen. Przedstawiam Wam panią Annę Damasiewicz!

fot. Edyta Stala

1. Zacznijmy może od początku: kto zaszczepił w Pani miłość do literatury?
No tak, skoro zaczynamy od początku, to obowiązkowo trzeba sięgnąć do czasów dzieciństwa. Obawiam się tylko, że to co mam do powiedzenia na ten temat, może wydać się banalne. Ale zaryzykuję. W zdecydowanej większości przypadków za życiowe pasje dzieci, jakiekolwiek, odpowiadają rodzice. Nie inaczej było w moim przypadku. W domu rodzinnym panował zwyczaj głośnego czytania książek. Było to zadanie mojego taty. On bardzo lubił to robić. Doskonale pamiętam, bo miałam wówczas aż siedem lat, jak tata uznał, że nadszedł odpowiedni czas na Tolkiena. Zaczął od „Hobbita”, potem były urocze opowiadania „Kowal z Podlesia Większego” i „Rudy Dżil i jego pies”. Byłam zauroczona Tolkienem. Często wyobrażałam sobie, że przenoszę się do stworzonych przez niego światów. Kiedy miałam dziewięć lat, sama biegałam już po książki do biblioteki, ale mimo to poprosiłam tatę, żeby przeczytał mi trylogię „Władca pierścieni”. Po prostu Tolkien niezmiennie kojarzył mi się z głośnym czytaniem. Do dziś pozostał jednym z moich ulubionych autorów. No i to wspomnienie daje jasną odpowiedź na pytanie, skąd wzięła się u mnie miłość do literatury. Wyniosłam ją z domu. Po prostu.

2. Po jakie książki najchętniej Pani sięga?
Z przykrością muszę przyznać, że gdy uporam się już z lekturami obowiązkowymi, czyli tymi, które są związane z moją pracą, pozostaje niewiele czasu na czytanie bezinteresowne. Kiedy mówię o lekturach obowiązkowych, to nie mam na myśli tylko tych książek, do których robię projekty, ale także literaturę fachową. Muszę nieustannie śledzić rozwój technik służących grafikowi, muszę też dbać o wiedzę na temat obowiązujących trendów, a nawet mód. Konieczne jest nieustanne samodoskonalenie. Według zasady, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Chwil, w których mogę sięgnąć bez wyrzutów sumienia do zupełnie niezobowiązującej lektury, jest naprawdę niewiele, co na pewno mnie nie cieszy. Ale jeżeli już to się przytrafi, kiedy robię sobie przerwę od pracy i nauki, co jest konieczne ze względu na higienę psychiczną, to najczęściej sięgam po… To zastanawiające, ale uświadomiłam sobie, że czytam mniej beletrystyki, za to coraz częściej biorę się reportaż. Ostatnie lata to w Polsce okres rozkwitu tego gatunku. Ryszard Kapuściński byłby zachwycony. Ponadto czytam dość często literaturę historyczną, szczególnie biografie i wspomnienia. Wydaje mi się, że to proces dość naturalny, gdy gusta czytelnicze oddalają się od fikcji i kierują ku literaturze faktu. Nie oznacza to jednak, że stronię od dobrych powieści. A zdarza się nawet, że po raz kolejny czytam dobrze już znane książki niektórych autorów. Zgodnie z zasadą, że najbardziej lubimy to, co znamy. To oczywiście reguła raczej humorystyczna, choć nie mogę wykluczyć, że mimo wszystko zawiera się w niej jakaś prawda. 

3. Skąd taki a nie inny pomysł na zawód? Kiedy postanowiła Pani tworzyć okładki książkowe?
Od wieków lubiłam nie tylko czytanie, ale również książki jako takie. Zawsze zwracałam uwagę na ich stronę edytorską i oprawę graficzną. Doświadczenie zawodowe w zakresie grafiki zdobywałam latami. Pracowałam na etacie w drukarniach i wydawnictwie. Już wtedy stworzyłam pierwsze projekty okładek, choć był to zaledwie margines wykonywanych przeze mnie zadań. Nie ja o tym decydowałam. Praca nad tymi projektami dała mi mnóstwo satysfakcji. To przesądziło o tym, że kiedy się usamodzielniłam, zaczęłam pracę na własny rachunek, to naturalnym wyborem było wyspecjalizowanie się w projektowaniu okładek książkowych. Dzisiaj temu właśnie poświęcam znakomitą większość mojego czasu. Zdobyłam w tej dziedzinie odpowiednie doświadczenie i renomę, co pozwala mi z nadzieją patrzeć w przyszłość. Jak wiadomo, to duże szczęście, kiedy można żyć ze swojej pasji. Mam to szczęście.

4. Na Pani blogu znajdziemy informację, iż jest Pani niezależną graficzką – czy nie boi się Pani o pracę? Na ogół na rynku jednostki mają niemały problem, żeby pokonać konkurencję, czyli kolegów po fachu pracujących w wielkich firmach.
Dzisiaj są takie czasy, że o pracę boi się zarówno ten, kto pracuje na osobiste konto, jak i ten, kto jest elementem nawet dużej organizacji. Nie ma gwarancji sukcesu, ale nie ma też obowiązku porażki. Podjęcie pracy freelancera, czyli samodzielnego pracownika, wymaga oczywiście pewnej odwagi i zaradności. Taki status ma jednak także zalety. Wiele na ten temat nie będę się rozwodzić. Kiedyś pracowałam w firmach, w wieloosobowych zespołach. Może i dawało to poczucie pewnej stabilizacji, choć po prawdzie raczej złudne. Zdecydowałam, że muszę spróbować pracy na własną rękę. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie miałam obaw. Na szczęście – a szczęście jest w życiu jak najbardziej potrzebne – udało mi się zaistnieć na wysoce konkurencyjnym i stosunkowo płytkim rynku. Wyrobiłam sobie markę, Mam tę satysfakcję, że mogę zarabiać na życie, wykonując pracę, która jest zarazem moją pasją. Sama jestem swoim szefem i podwładnym. Podejmuję decyzje i biorę na siebie odpowiedzialność. Ale powiem szczerze – nie wiem, co by się musiało wydarzyć, żebym zrezygnowała z osiągniętej niezależności. Bardzo ją cenię i pielęgnuję.


5. Co trzeba zrobić, by zostać twórcą okładek?
To prawda, że projektuję okładki, ba – przede wszystkim projektuję okładki, jednak nie jest to jedyna forma mojej działalności zawodowej. Jestem grafikiem projektantem. Aby wykonywać ten zawód, nie trzeba mieć ukończonej żadnej konkretnej szkoły. Oczywiście studia na uczelni artystycznej mogą, ale wcale nie muszą być pomocne. Proszę pamiętać, że projektowanie to tyle sztuka, co twórcze rzemiosło. Czyli jest to sztuka użytkowa. W szkole artystycznej można nauczyć się posługiwania pewnymi narzędziami, jednak z drugiej strony dla dyplomowanych artystów trudna może być do zaakceptowania konieczność ograniczenia swobody twórczej. Bo efekt mojej pracy w przeważającej większości przypadków to owoc kompromisu, a nawet wielu kompromisów: z autorem, wydawcą, pracownikami działu marketingu. W każdym razie dobre opanowanie rzemiosła jest niezbędne, choćby dlatego, że trzeba pracować szybko, pod presją czasu. Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że poza chęcią potrzebny jest talent w dziedzinie sztuk plastycznych, wyczucie formy, koloru, proporcji, tekstury. Jeśli go nie ma, nie uda się nadrobić tego braku pracowitością. Talent musi być wsparty wiedzą. Trzeba poznać historię sztuki, historię kultury, także historię literatury. Trzeba umieć posługiwać się pewnymi kodami kulturowymi, znakami, które mogą zbudować tożsamość autora i czytelnika. No i jeszcze jedno – doświadczenie. Ono oczywiście przychodzi z czasem. I nie można go mylić z rutyną. Rutyna zabija kreatywność, natomiast doświadczenie pozwala ustrzec się wcześniej popełnionych błędów. Ja zdobywałam doświadczenie, pracując w drukarni i w wydawnictwie. Zatem czy każdy może zostać projektantem? Teoretycznie tak, ale praktycznie jest to zawód wysokiego ryzyka.
6. Czy jest okładka (bądź cała seria okładek), z której jest Pani szczególnie zadowolona?
Na tak postawione pytanie mogę odpowiedzieć jedynie, że właściwie nie. Rzecz jasna, wiele moich projektów zyskało uznanie i wydawców, i czytelników. Zawsze miło, gdy słyszy się komplementy. Ja jednak mam naturę perfekcjonistki. Niemal zawsze pozostaje we mnie jakiś niedosyt. Z zasady staram się nie popadać w samozadowolenie. Ponadto wspominałam już o konieczności zawierania kompromisów. Nie ma chyba takiej pracy, którą mogłabym uznać za idealną, bezbłędną. Poza tym ciągle zmieniają się mody i techniki. To, co kiedyś było nowatorskie, dziś może wydawać się banalne i wtórne, bo już powielone na wiele sposobów. W każdym razie nogę się przyznać, że wolę te projekty, które bazują na grafice, a nie na fotografii, która najczęściej nie jest mojego autorstwa. Mam nadzieję, że najlepsze prace są dopiero przede mną. Jednak gdybym musiała podać kilka przykładów tych okładek, które we mnie samej budzą najmniej zastrzeżeń, to byłby to „Pan Klarnet” Nicka Stone’a, „Głosy” Christy Bernuth i „Syn Człowieczy” Yi Munyŏla. Z tych nowszych wymieniłabym „Oną” H. Rider Haggarda oraz „Braci Hioba” Rebeki Gablé.


7. A może są takie okładki, które w tym momencie całkowicie by Pani zmieniła?
Z pewnością są takie, które bym przerobiła. Ale dyplomatycznie przemilczę tytuły. A to dlatego, że wielokrotnie w procesie projektowania jestem zmuszona wprowadzać zmiany, do których nie jestem całkiem przekonana. Ale cóż, skoro projektowanie to sztuka użytkowa na zamówienie… Zasada jest taka, i lata pracy całkowicie ją potwierdzają – najczęściej pierwszy pomysł jest najcelniejszy. Konieczność uwzględniania opinii innych osób, często mających większe ambicje niż kompetencje, z reguły osłabia pierwotną siłę przekazu. Zapewne poziom zadowolenia z efektów pracy byłby u mnie wyższy, gdyby wszystko zależało wyłącznie ode mnie. No ale świat nie jest idealny. Ale o tym przecież wiemy nie od dziś.

8. Czy jest jakaś książka, do której nie zaprojektowałaby Pani okładki? Jakaś kategoria literatury, a może po prostu fakt, iż treść nie przypadła Pani do gustu?
Moja praca ma charakter usługowy. Do zleceń podchodzę zadaniowo i nie zdarzyło mi się jeszcze takie, którego nie chciałabym się podjąć. Zawsze moją największą troską jest wykonanie pracy na najwyższym poziomie profesjonalnym. Moje osobiste upodobania literackie nie odgrywają roli, choć z drugiej strony – jeśli książka, nad którą pracuję, jest dla mnie interesująca, to oczywiście poziom zaangażowania emocjonalnego wzrasta. Mówiąc wprost – wolę robić okładkę do kryminału Agathy Christie niż do poradnika działkowca. Jednak nie zmienia to faktu, że do obu tych zadań podchodzę równie poważnie. W przeciwnym razie wyszłabym na amatorkę. A po wykonaniu niemal tysiąca projektów raczej nie mogłabym sobie na to pozwolić. Mam świadomość, że efektywna promocja książki, w której istotnym elementem jest właśnie dobra okładka, pomaga w skutecznej sprzedaży publikacji. A przecież bez wypłacalnych wydawców nie miałabym kolejnych zleceń.

9. Czy zawsze czyta Pani książkę, do której okładkę Pani przygotowuje, a może co i raz można darować sobie lekturę, gdy czasu nie starcza? 
Jeśli jest to tylko możliwe, to staram się przeczytać książkę. Zaznaczam – o ile jest to możliwe. Czytanie mam we krwi. Problem polega w głównej mierze na tym, że doba ma tylko 24 godziny. A książki nierzadko są opasłymi tomami, mającymi 500 lub więcej stron. Nawet wytrawny czytelnik nie byłby w stanie uporać się z nimi w czasie, jaki dostaję do dyspozycji. Jednak rzetelne przeczytanie daje mi większą pewność siebie, sprawia, że mój pomysł może być bardziej trafny. Cóż, nie zawsze jest to jednak możliwe, nad czym szczerze ubolewam. Jednak terminy narzucane przez wydawców sprawiają, że nie raz i nie dwa muszę poprzestać na przekartkowaniu książki. Szukam wtedy jakichś dodatkowych źródeł informacji, głównie w Internecie. Ale nigdy nie zaprojektowałam i nie zaprojektuję okładki do książki, o której nic właściwie nie wiem. Po pierwsze byłoby to nieuczciwe, zwłaszcza wobec czytelnika. A po drugie – nieefektywne, bo słabe i nietrafne propozycje wstępne stwarzałyby konieczność wprowadzania nieustannie zmian, korekt, czyli skórka niewarta byłaby wyprawki.

10. Jak wygląda sam proces tworzenia okładki? Czy cała koncepcja pochodzi od Pani, czy może niekiedy ze strony wydawnictwa pojawiają się jakieś wskazówki, wytyczne? Pomysł pojawia się w trakcie lektury czy może długo po niej?
Nie ma jednej opatentowanej metody. Ale jest pewna praktyka, od której odstępstwa są raczej rzadkie. Założenie jest takie, że zaczynam od przeczytania książki. To zajmuje przynajmniej kilka dni, bo przecież na lekturę nie mogę poświęcić całego czasu, inne prace czekają. Idealnie by było, gdybym po ukończeniu lektury mogła przez jakiś czas „ponosić” w sobie jej treść. Raz jeszcze przeżyć sytuacje albo wczuć się w działania i motywacje bohaterów. To bardzo pomaga, choć trudno wytłumaczyć ten mechanizm, w którym główną rolę odgrywa chyba podświadomość. Jeśli zatem jest możliwość takiej refleksji, to po kilku dniach mam pewność, które elementy książki są najciekawsze, najbardziej charakterystyczne i co najlepiej przemawia do wyobraźni. Wówczas wybieram motyw wiodący. Musi on być wyrazisty, bo stanowi jakby szkielet konstrukcji. Ten motyw obudowuję innymi, pochodnymi, które służą do stworzenia odpowiedniego nastroju. Wszystkiemu nadaję odpowiednią kolorystykę i uzupełniam o typografię. Tak powstaje wstępny projekt. Nie jeden, często jest ich kilka, bardzo od siebie odbiegających. Potrzeba wielu prób i przymiarek. Na szczęście komputer pomaga tworzyć kolejne wersje dość szybko. Nie muszą być dopracowane, one powstają na mój użytek, to takie brudnopisy. Wybieram spośród nich te, które uznaję za najlepsze. Szlifuję do takiego poziomu, że mogę bez zażenowania pokazać je innym osobom. Czyli na początku muszę być zadowolona z siebie samej. To jest pierwszy etap. Potem przychodzi czas na uzgodnienia. Żadnej opinii nie mogę zlekceważyć, choć oczywiście nie wszystkie mogę uwzględnić. Czasami zaproponowany przeze mnie projekt poddawany jest jedynie drobnej kosmetyce, ale zdarza się, że muszę go gruntownie przerobić, choć bez entuzjazmu. No ale w końcu okładka, która ostatecznie wychodzi z drukarni, to efekt artystycznego kompromisu.


11. Czy zdarzają się przypadki, w których pisarz ma prawo opiniowania projektu okładki do własnej książki?
To nie ja o tym decyduję. Ale gdy zaprojektowana przeze mnie okładka podoba się autorowi książki, to odczuwam dużą satysfakcję. Udział pisarza w procesie projektowania zależy od obyczaju, jaki panuje w danym wydawnictwie, od oczekiwań tego autora albo od zapisów znajdujących się w zawartej z nim umowie. Proszę pamiętać, że inna jest komunikacja z autorem z Polski, a zupełnie inna z autorem zagranicznym. W procesie powstawania ostatecznego projektu ze strony wydawnictwa bierze udział wiele osób. Jeśli znajduje się wśród nich autor, to w jego opinie wsłuchuję się w sposób szczególny. Przecież nigdy nie mogę mieć pewności, czy trafnie odczytałam zamysł twórcy tekstu. Zdarzało mi się, że byłam przez autorów komplementowana, natomiast nie było jeszcze sytuacji, aby jakiś mój projekt został odrzucony właśnie z powodu negatywnej oceny autora książki.

Źródło: Strona autorska Anny Damasiewicz

12. Dowiedziałam się, że Agatha Christie jest jedną z Pani ulubionych pisarek – czy jest jeden bądź kilka tytułów, które najbardziej Pani sobie ceni?
Jej kryminały czytałam pasjami już jako nastolatka. Urzekała mnie elegancja formy jej powieści, a zarazem żelazna konsekwencja w prowadzeniu intrygi kryminalnej. I dzisiaj wciąż, gdy czuję się zmęczona, sięgam po którąś z jej klasycznych pozycji i odpoczywam, zanurzona w lekturze. Uwielbiam scenerię, w jakiej toczy się akcja jej książek. Wprawdzie to świat zbrodni, ale jakże odmienny od świata współczesnego. Nie potrafię wymienić tytułów tych książek, które uważam za najlepsze. Kanon, składający się z kilkunastu może tytułów, został sformułowany już dziesiątki lat temu. Trzeba jednak pamiętać, że Christie napisała około dziewięćdziesięciu książek. Siłą rzeczy niektóre są z jakiegoś powodu odrobinę słabsze. A to intryga nie tak sensacyjna, a to literacko nie zawsze idealnie dopracowane. Przeczytałam chyba wszystkie. I mogę powiedzieć, że z niezmiennym zainteresowaniem. Olbrzymią przyjemność sprawia mi rekonstruowanie w wyobraźni scenerii, w której toczy się akcja. Wyobrażam sobie szczegóły, które decydują o specyfice scen. Te szczegóły wykorzystywałam w trakcie pracy projektowej. Christie nigdy mi się nie znudzi. Tego jestem pewna.

Zdjęcie z olsztyńskiej wystawy i filmowa relacja z II Festiwalu do Czytania; Źródło: Strona autorska Anny Damasiewicz

13. Czy ma Pani innych ulubionych pisarzy – polskich bądź zagranicznych? Jeśli tak, jestem ich bardzo ciekawa :)
Oczywiście, że tak. Udało mi się nawet stworzyć okładki do książek napisanych przez niektórych. Mam tu na myśli przede wszystkim tak często wspominaną Agathę Christie. Zawsze lubiłam jej kryminały, ale gdy zaczęłam opracowywać do nich okładki, stałam się ich fanką. Jednak moją ulubioną literaturą nadal pozostają nie kryminały, a książki historyczne, biografie i wspomnienia. Natomiast jeśli chodzi o literaturę piękną, to wymienię przede wszystkim Serba Milorada Paviča i Estończyka Jaana Krossa. Bardzo cenię Josepha Conrada i Roberta Gravesa. Wśród twórców literatury s-f i fantasy mogę wymienić Philipa K. Dicka i Ursulę K. Le Guin. Cenię książki Miki Waltariego. Nie mogę pominąć Mircei Eliadego, i to zarówno jako literata, jak i autora prac z filozofii kultury. Z wieloma autorami, których teraz cenię, zetknęłam się po raz pierwszy w trakcie pracy, czyli przy okazji obowiązków. Zapewne mogłabym wymienić co najmniej drugie tyle nazwisk ulubionych pisarzy, jednak na razie przynajmniej pozostanę przy tej liście. Z upływem czasu i rosnącą liczbą lektur – lista ta wydłuża się. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Chyba wszyscy tak mamy.

Raz jeszcze pragnę podziękować pani Damasiewicz za możliwość rozmowy oraz za szansę odkrycia pracy autora okładek "od kuchni". 

Mam nadzieję, że wywiad przypadł Wam do gustu równie mocno jak mi, i że od dziś po kres swych dni co i raz chociaż spojrzycie na nazwisko autora okładek - w końcu dzięki nim nasza pasja jest tak piękna! :D

16 komentarzy:

  1. Genialny wywiad. Cenię wszelkich twórców, bo uważam, że to często ludzie niedocenieni. Sama mam styczność z grafiką i jak najbardziej rozumiem panią Damasiewicz. I z drugiej strony ją podziwiam — tworzy naprawdę przepiękne okładki. Jestem zachwycona okładkami do książek Jane Austen. Nawet mam jedną w takim wydaniu. Świetny wywiad, pochłonęłam go w całości i spędziłam bardzo miło czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się wywiad spodobał :)
      Mam nadzieję, że dzięki naszym blogom i całej społeczności literackiej taka praca, jak właśnie grafik, będzie zawodem bardziej "świadomym" dla współczesnego czytelnika ;)
      To przecież także dzieło :D

      Usuń
  2. Pierwszy raz spotykam się z tą autorką. Ten wywiad to kawał dobrej roboty. Naprawdę bardzo dużo można się dowiedzieć o zupełnie nieznanej osobie! A poza tym te ilustracje - książki, książki, książki. Czy można chcieć coś więcej?! Pozdrawiam, buziaki :*
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Pani Damasiewicz to niesamowita osoba! :D

      Usuń
  3. Świetny wywiad, przyznam, że to dość niespotykane by przeprowadzać wywiad z grafikiem, ale jestem usatysfakcjonowana bo przybliżyło mi to co nieco pracę w tym zawodzie. Nie oszukujmy się, ten zawód jest bardzo ważny w czytelniczym życiu, a może i nawet najważniejszy? W końcu ilu z nas wybiera książki wyłącznie ze względu na okładkę? :) Zgadzam się też, że bez talentu nie ma możliwości by stworzyć coś pięknego, tak, warto próbować, ale jeżeli nie ma się szóstego zmysłu do tej pracy, to może się nie udać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "W końcu ilu z nas wybiera książki wyłącznie ze względu na okładkę?" - oj, bardzo dużo! A doświadczymy tego faktu dopiero wtedy, kiedy napotykamy się na genialną książkę... z brzydką okładką. O czym wtedy myślimy? "Czemu tak dobra książka ma taką okładkę?!" :D

      Usuń
  4. Bardzo fajny wywiad! Okładki naprawdę świetne, miło było poczytać o kimś, kto zarabia na swojej pasji. Teraz to rzadkość;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A - co najważniejsze - pani Damasiewicz jest genialna w swoim zawodzie! :D

      Usuń
  5. Wspaniały wywiad! <3
    Uwielbiam serię kwiatową, okładki są przecudowne!!! Gratuluję, że mogłaś porozmawiać z tak wspaniałą osobą! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Ja również uwielbiam serię kwiatową :3

      Usuń
  6. Znam okładki tych książek, ale o ich autorce nie wiedziałam nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że po tym wywiadzie wiesz już znacznie więcej ;)

      Usuń
  7. Świetna sprawa, odkrywasz tym wywiadem inną stronę książek, która często się podziwia, ale niespecjalnie długo się o niej myśli jeżeli mowa o twórcy. We mnie od dłuższego czasu pojawił się taki nawyk, że przy wielu rzeczach (nie tylko okładkach książkowych) zastanawiam się jak powstawały, kto na nimi pracował i jak to się stało, że powstał taki, a nie inny efekt końcowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mam nadzieję, że także Tobie wywiad się spodobał i co nieco przybliżył to zagadnienie ;)

      Usuń
  8. A ja chciałabym podziękować pani Marcie za zainteresowanie moją pracą oraz możliwość udzielenia tego wywiadu, natomiast wszystkim komentującym za miłe opinie :)

    OdpowiedzUsuń