niedziela, 3 listopada 2019

Z dala od siebie. Mroczna baśń - Jen Calonita


Co by było, gdyby zamiast wymazania pamięci tylko Annie, wymazano pamięć obydwu siostrom? Co, jeżeli Anna nie mieszkałaby w zamku wraz z siostrą?

Wszystko zaczyna się tak samo, jak w filmie. Dwie siostry - jeszcze dzieci - bawią się na śniegu stworzonym przez Elsę i tak samo jak wtedy, tak i teraz, magiczny kawał lodu trafia w serce Anny. Tyle że tym razem rodzice decydują się na inne rozwiązanie - wszyscy, z wyjątkiem króla i królowej, zapominają o Annie, która następnie zostaje adoptowana, natomiast Elsa zapomina o swojej mocy. Jednakże pewnego dnia wiadomość o śmierci rodziców budzi w Elsie dawne moce, a przede wszystkim wspomnienia. Przyszła królowa Arandelle zaczyna przypominać sobie fragmenty z dzieciństwa i twarz pewnej ślicznej dziewczynki. Wyrusza na poszukiwanie. Niestety i tutaj  wszystko zmierza do lodowej katastrofy.

sobota, 2 listopada 2019

W niemieckim domu - Annette Hess




"Nic nie wiedzieliśmy i nie ponosimy żadnej winy"

Rozpoczyna się drugi proces oświęcimski - zarówno dla całego świata, jak również, i przede wszystkim dla Ewy, młodej tłumaczki z języka polskiego, której początkowo nie w głowie było tłumaczenie niezrozumiałych dla niej opisów z życia byłych więźniów Oświęcimia.  Zaręczona z synem bogatego przedsiębiorcy czuje się przytłoczona. Nie znajduje pocieszenia i zrozumienia także u swojej rodziny. Wszyscy są przeciwni temu procesowi, a Ewa z dnia na dzień  coraz bardziej pragnie dowiadywać się coraz więcej. Nie wie jednak, że ten proces nieodwracalnie odmieni nie tylko niemieckie społeczeństwo, ale także jej własne życie.

piątek, 1 listopada 2019

Potęga magii. Mroczna baśń - Liz Braswell


A gdyby tak Aladyn nie zdobył czarodziejskiej lampy? Co jeżeli Abu nie odebrał podstępnemu Dżafarowi drogocennego naczynia i Aladyn zostałby zamknięty w kamiennym grobowcu z głową tygrysa? Co wtedy stałoby się z Dżasminą i sułtanem? Co z całym Agrabahem? Ciekawe pytania, prawda? Przekonajmy się!

Potęga magii to trzecia już powieść wydana w Polsce pod szyldem Mroczna baśń, która, opierając się na wszystkim znanych opowieściach, tworzy zupełnie inny scenariusz i pozwala zastanowić się nad mniej szczęśliwym rozwinięciem przygód ulubionych bohaterów. Do tej pory miałam przyjemność zrecenzować Dawno, dawno temu... we śnie, która była dobra, acz nie wyjątkowa oraz Swiat obok świata, który był po prostu źle napisany i powiem szczerze, że wreszcie dostałam coś i ciekawego i dobrze poprowadzonego!

czwartek, 17 października 2019

Harry Potter i Czara Ognia [Wydanie ilustrowane] - J.K.Rowling & Jim Kay


Od chwili kiedy Mroczny Znak pojawił się na niebie podczas finału mistrzostw świata w quidditch, niebezpieczeństwo znów zawisło nad głową nie tylko Harry'ego Pottera, ale całego magicznego świata. Wybrany przez Czarę Ognia do reprezentowania Hogwartu w legendarnym Turnieju Trójmagicznym, Harry musi zmierzyć się z zadaniami, które staną się sprawdzeniem jego magicznych umiejętności i odwagi. Jak się jednak okaże, Turniej Trójmagiczny to najmniejszy z jego problemów w porównaniu z tym, co go czeka.

Jestem pewna, że nie tylko ja czekałam na czwarty tom wydania ilustrowanego wykonany przez Jima Kaya. O ile pierwsze trzy tomy były wydawane raz do roku, tak na Czarę Ognia musieliśmy czekać dwa lata (aż strach pomyśleć, ile będziemy musieli czekać teraz na piątą/szóstą/siódmą część!). Oczywiście przesunięcie terminu było spowodowane obszernością czwartego tomu Harry'ego Pottera, a przede wszystkim rysowaniem ilustracji. Jakby nie było Czara Ognia ma do zaproponowania masę ciekawych momentów, które były warte pokazania, jak i sama "grubość" dzieła może przytłoczyć.

Pytanie tylko, czy było warte.
Nie będę Was trzymała w niepewności...

niedziela, 22 września 2019

Noc, kiedy umarła - Jenny Blackhurst

Właściwie to wzięłam ten tytuł trochę z przekory. A może jednak to będzie coś dobrego, pomyślałam. Ostatecznie już niejeden thriller czytałam. Gdy jednak zaczęłam czytać Noc, kiedy umarła przepadłam na dłużej. Nie spodziewałam się aż tak dobrej książki!


W noc swojego ślubu, podczas przyjęcia weselnego, Evie Bradley rzuca się z klifu do morza. Świadkiem tego zdarzenia jest dwójka ludzi, którzy natychmiast wzywają policję i informują pana młodego. Zaczynają się poszukiwania. Zwłoki nie zostają odnalezione. Samobójstwo? A może morderstwo? Pierwszym podejrzanym staje się mąż - Richard Bradley. Mężczyzna nie wierzy jednak w śmierć ukochanej, sądząc, że ta nadal żyje. Jedyną osobą, która nie ma wątpliwości, że Evie zginęła, jest Rebecca Thompson, najbliższa przyjaciółka. I wie również dlaczego. Znała ją jak nikt inny. Dlatego tym bardziej jest zaskoczona, kiedy otrzymuje SMS-a o treści MOGŁAŚ MNIE URATOWAĆ...


Miała rozpocząć nowe życie... Więc czemu skoczyła?

sobota, 21 września 2019

Kiedy k-drama staje się obsesją, czyli o Class of lies!

To nie jest moja pierwsza drama. To też nie jest pierwsza drama, która zrobiła na mnie aż takie wrażenie (wyprzedziło ją Moon Lovers, które na zawsze pozostanie moim Nr 1). A mimo to Class of Lies było tym, czym się kompletnie nie spodziewałam i podczas seansu miałam sprzeczne myśli. Marzyłam, by się nie skończyło, a przy okazji byłam tak bardzo ciekawa, czy do samego końca twórcom uda się utrzymać poziom. 
 


Fabuła

Gi Moo Hyuk jest odnoszącym wielkie sukcesy prawnikiem, jednak z powodu jednej sprawy spada z piedestału. By odzyskać swój honor i dobre imię prawnika, pod zmienionym imieniem, jako Gi Kang Je, zaczyna pracować w liceum jako tymczasowy nauczyciel. Mimo że przyświecały mu własne pobudki, zaczyna zauważać mające tam miejsce akty przemocy. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc obronić ofiary przed ich oprawcami, którzy ze względu na swój wiek często pozostają bezkarni.

piątek, 20 września 2019

O guilty pleasure słów kilka, czyli o mojej sympatii do Akademii Dobra i Zła.

Każdy z nas lubi coś, czego może się lekko powstydzić (no, a przynajmniej nie będzie o tym publicznie mówił). Czy to dobrze czy źle - nie mnie to oceniać. Ważne jednak, że jest to rzecz na tyle powszechna, że stworzono dla niej angielską nazwę, którą zna każdy. Guilty pleasure, gdyż to o "grzeszna przyjemność/przyjemność skrywana"się tu rozchodzi, to słowa bardzo uniwersalne. Zastanawiam się tylko, czy naprawdę powinniśmy się tego wstydzić?


Nie zrozumcie mnie źle i nie przechodźcie od razu w skrajności. W tym krótkim poście chciałabym tylko zastanowić się nad samym znaczeniem istnienia guilty pleasure,  a najbardziej nad tym, czy faktycznie czasami jest się czego wstydzić, ponieważ na własnym przykładzie odczułam, jakie to dziwne uczucie, tłumaczyć się z czegoś, co sprawia ci choć cień przyjemności. Ów dziwne uczucie łączy się z zawstydzeniem i spodziewanym osądem ze strony znajomych/przyjaciół. Tak dziwnym, że właściwie to lepiej po prostu ukryć tę rzecz głęboko w sercu i nie pokazywać na światło dzienne.

Przykład? Ależ proszę!

Miałam tak ostatnio z Akademią Dobra i Zła, kiedy z niecierpliwością przebierałam nóżkami przed premierą piątego tomu. Wiecie, jak to jest - przeczytałam wcześniejsze tomy, wkręciłam się w tę opowieść, polubiłam główną bohaterkę. Nic w tym dziwnego. Wlaściwie to od dziecka uwielbiałam wszystkie wariacje z baśniami (Disney się kłania).. . no i właśnie - od dziecka. Dla niektórych ludzi lepiej by było, gdyby na dziecku się to skończyło, bo przecież nie wypada.