poniedziałek, 14 września 2015

Wywiad z Fanagannem Hartelion

Wystarczy, że tylko się dobrze rozejrzymy, a spotkamy ludzi naprawdę intrygujących. Podobnie jest ze wszystkim - włącznie z książkami. Jak wiadomo debiutanci mają trudniej niż pisarze z wyrobionym nazwiskiem, choć jeżeli dobrze to wykorzystają, zauważą, iż mają czystą kartkę. Od ich decyzji zależy, jak ten fakt wykorzystają. 

Mam dla Was szczególny wywiad z naprawdę interesującym człowiekiem ukrywającym się za równie interesującym pseudonimem. Zapewniam Was, iż Fanagann Hartelion to dwa słowa, które warto poznać!
 



Gdyby mógł Pan najpierw się przedstawić: Kim Pan jest? Ile ma Pan lat? Czym na co dzień się zajmuje? Jakie jest pańskie Hobby? Jakie ma Pan cele, marzenia? Jak zrodziła się Pana pasja do literatury?

FH: Witam serdecznie. Jestem autorem „Selistis” i piszę pod pseudonimem Fanagann Hartelion. Pochodzę ze Skarżyska – Kamiennej, ale już od wielu lat mieszkam w Krakowie. Mam dwadzieścia dziewięć lat (prawdę mówiąc, już niebezpiecznie blisko trzydziestki). Jestem informatykiem, choć ten termin już od dawna nie wystarcza by określić czym zajmuję się na co dzień. Z łatwością można ustawić w rzędzie pięciu informatyków, z których każdy wykonuje odmienny zawód. Mój opiera się na współpracy ze specjalistami z różnych dziedzin nauki. Głównie z fizykami teoretycznymi i eksperymentalnymi. To bardzo ciekawa i bardzo satysfakcjonująca praca, ale jednocześnie głęboko zakorzeniona w rzeczywistości. Może właśnie dlatego z czasem mimowolnie pozwoliłem porwać się odmiennym od niej światom.
Przyciągały mnie od zawsze. Uwielbiałem przeżywać moje ulubione historie dopisując do nich własne rozdziały. Odkąd pamiętam, wyobraźnia podsuwała mi ciekawsze obrazy i światy. Z czasem zacząłem próbować je opisywać. Problem w tym, że zupełnie nie umiałem ich przedstawić. Pierwsze próby szybko mnie do tego zniechęciły. Dopiero po latach zrozumiałem, że jeśli naprawdę chciałbym przedstawić komuś zrodzoną z mojej wyobraźni historię będę musiał nauczyć się jak tego dokonać. Od podstaw. Łatwo się domyślić, że szło mi bardzo ciężko. Mimo to, cierpliwie podejmowałem kolejne próby i wciąż poprawiałem stare opowiadania.
Równocześnie poznawałem nowe, coraz ciekawsze światy. Nieraz z trudem odrywałem od nich oczy o piątej nad ranem, gdy za oknem powoli wschodziło już słońce. Zawiedziony, kładłem na chwilę głowę na poduszce by o ósmej znów wyłączyć dręczący mnie budzik. Im więcej ich poznałem tym bardziej zapragnąłem tworzyć własne. Te opowieści zapewniły mi wiele nieprzespanych nocy. Chciałem, by moje również potrafiły spędzać sen z powiek.
Odpoczywam w przeróżny sposób. Gdy nogi zesztywnieją od siedzenia przed komputerem idę pływać lub jeździć na rowerze. Uwielbiam też słuchać muzyki i grać na pianinie, nawet jeśli wcale nie jestem w tym dobry. Rozczytywanie różnych utworów muzycznych i analiza ich budowy należy do moich ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu.

Co skłoniło Pana do przyjęcia pseudonimu artystycznego nie tylko w sieci na blogu, ale także na okładce swej pierwszej książki? Czy jest w tym ukryty cel? A może ceni Pan sobie prywatność? Co w ogóle oznacza Fangann Hartelion?

FH: Zdecydowałem się na to z dwóch powodów. Gdy poznaję nowe światy, potrafię pogrążyć się w nich w całości, na długie godziny zapominając o rzeczywistości. Bardzo staram się stworzyć podobny nastrój w moich opowieściach. Taki całkiem rzeczywisty autor, jak ja, zupełnie by do nich nie pasował.
Drugi powód jest znacznie bardziej złożony. Fanagann jest pierwszą personą (w rozumieniu struktury osobowości Junga), którą stworzyłem świadomie i w określonym celu. Nadałem mu rolę kronikarza opowieści z moich światów. Jak każda maska, nie przedstawia w pełni mojej twarzy. Ma swój własny charakter i własne spojrzenie na świat. Jest w związku z tym zupełnie innym autorem, niż ja. Dlatego uznałem, że to jego imię powinno znaleźć się na okładce.Nie ukrywam się za pseudonimem. Chciałbym jednak by moje opowieści były kojarzone właśnie z tym imieniem, nie z moim własnym
Samo imię niewiele znaczy. Nie wiem, czy moja podświadomość chciała zawrzeć w nim dla mnie jakąś informację, czy nie, ale rzadko się z nią sprzeczam. Spodobało mi się, i tak już zostało.
     
Tak pracuje pisarz. Komputer włączony, a wokół pełno notatek m.in. opisy bohaterów, lista rozdziałów i scen, jedna z wydrukowanych wcześniejszych wersji powieści czy takie niezwykłości jak szkice ubioru Kaktusa.

Pańska strona funkcjonuje już od jakiegoś czasu (pamięta Pan, kiedy ją Pan założył?). Może w niej znaleźć wiele zarysów powieści, jak i początkowe rozdziały obiecujących historii. Wróćmy jednak do początku – co skłoniło Pana do założenia bloga? 

FH: Stworzyłem ją 9-go marca 2015. Dokładnie dwa dni przed tym, jak dostałem e-mail z wydawnictwa. Ciekawy zbieg okoliczności, prawda? Jej powstaniu przyświecał ten sam cel co wysłaniu książki do wydawnictw – skoro postanowiłem w końcu otworzyć tę zamkniętą na sto kluczy szufladę, do której pisałem, to czemu nie miałbym wyjąć wszystkich schowanych w niej notatek?
Trzeba przyznać, że sporo się ich nazbierało. Długo rozważałem, czy powinienem też umieścić te najstarsze i najmniej dopracowane z nich. Ostatecznie pomyślałem, że choć nie są wiele warte same w sobie, wciąż stanowią zarys całkiem ciekawych pomysłów. Może kiedyś jeszcze postanowię je wykorzystać, a może w kimś innym zrodzą nową opowieść?

Muszę przyznać, iż wchodząc na Pana stronę, mam wrażenie że przenoszę się do innego, bardzo dobrze skonstruowanego świata. Czy właśnie taki był Pana cel? – stworzenie własnego Uniwersum? Kim jest Selistis – druga autorka bloga?

FH: Księżycowe Schronienie jest wyjątkowym miejscem, ukrytym między rzeczywistością a snem. Opowieści o nim należą do moich ulubionych. Może dlatego, że są tak zróżnicowane, jak jego mieszkańcy i istoty, które stanęły przed jego bramą. Bardzo się starałem by jak najlepiej oddać jego klimat. By wędrowcy, którzy przypadkiem trafią w jego progi zechcieli choćby na chwilę zajrzeć do środka.
Na pytanie kim jest druga autorka opowieści, Selistis, najtrudniej mi odpowiedzieć. Nasz kontakt ogranicza się jedynie do e-maili pisanych w języku angielskim, a i w nich niewiele o sobie mówi. Niemniej jest bardzo ważną częścią Księżycowego Schronienia. Bez niej nigdy by nie powstało. Zainspirowała wiele z moich opowieści.

Autorska wersja okładki powieści wykonana przez Piotra Stadnickiego.

Zauważyłam, iż na Pana blogu można znaleźć także teksty pisane po angielsku – rozważa Pan podbicie rynku zagranicznego?

FH: Powstały ze zgoła innego powodu. Moja praca niejednokrotnie zmuszała mnie do wyjazdów za granicę, które trwały niekiedy długie tygodnie. Czasem i miesiące. Gdy wszyscy wkoło mówią tylko albo w niezrozumiałym języku, albo po angielsku, człowiek z czasem zapomina jak brzmi język polski. Myśli same przychodzą do głowy w języku angielskim. To ciekawe zjawisko, którego mogłem doświadczyć wiele razy. Znacznie łatwiej było mi wtedy znaleźć słowa angielskie, niż polskie.
Chęć pisania nie zna barier językowych. Gdy miałem ochotę coś napisać, pisałem po angielsku. Raz, że to wspaniały trening moich umiejętności, a dwa, że czasami tak po prostu jest łatwiej. Przez lata tak dobrze poznałem ten język, że pisanie w nim przychodzi mi całkiem swobodnie. Postanowiłem zatem napisać kilka opowieści po angielsku.

Przejdźmy zatem do Pana debiutu… kiedy i jak (o ile Pan pamięta) zrodził się pomysł na Selistis?

FH: Zrodził się bardzo nagle. Latami szukałem opowieści, która najlepiej mogłaby przedstawić moją ulubioną bohaterkę. Nigdy bym nie przypuszczał, że będzie to komedia.
Gdy zacząłem rozważać jak wyglądać będzie interakcja między burzliwą i kapryśną Selistis a jej niezbyt ogarniętym, ale pełnym szczytnych ideałów, władcą Leoharlem, szybko zrozumiałem do jak wielu zabawnych sytuacji prowadzi zderzenie tych dwóch osobowości. Naprędce spisałem te, które wpadły mi do głowy. Kolejne pisały się już same. Nim się zorientowałem miałem cztery rozdziały. Dopiero wtedy zorientowałem się, że piszę komedię.
Pierwszą wersję napisałem w niecałe sześć miesięcy. Skończyłem ją w marcu 2013 roku i… nie dało się jej czytać. Była chaotyczna, napisana w tragicznym stylu i bez poszanowania jakichkolwiek zasad dramaturgii. Wiedziałem o tym, bo spisując wszystko, co przyszło mi do głowy, wcale o te rzeczy nie dbałem. Gdy w końcu skończyły mi się pomysły z satysfakcją schowałem ją do mojej ulubionej szuflady. Musiałem od niej odpocząć by na spokojnie ocenić co należałoby w niej poprawić.
Wracałem do niej jeszcze dwa razy, za każdym razem przepisując znaczne jej kawałki, aż w końcu pod koniec 2014 roku uznałem ją za zakończoną. Jak bardzo się myliłem dowiedziałem się dopiero, gdy przeczytała ją moja przyjaciółka. Potrzeba było jeszcze dwóch kolejnych miesięcy naszej wspólnej pracy, jej analiz i notatek oraz moich poprawek, by w końcu powstała ta ostateczna wersja.
Autorska wersja okładki powieści wykonana przez Piotra Stadnickiego.
  
      Czy tylko mi się wydawało, czy Selistis – a dokładnie humor zawarty w książce – wzorowany został na japońskiej mandze? (mówię tutaj zarówno o komizmie sytuacyjnym, jak i słownym). Interesuje Pana Japonia?

FH: Ciekawe, że zauważyła Pani taki związek. Przyznam, że ostatnio jestem pod niemałym wpływem japońskich opowieści, ale rzadko są to mangi. Z kilkoma wyjątkami, styl humoru w mangach i anime niezbyt do mnie przemawia. Dużo czytam natomiast powieści wizualnych (ang. Visual Novel), które prawie wyłącznie pochodzą z Japonii. Ten styl prowadzenia opowieści bardzo mi się podoba. Towarzysząca narracji muzyka i zastępujące opisy scenerii obrazy potrafią niejednokrotnie niesamowicie wzbogacić klimat opowieści.

 Czy kolejne powieści są już w trakcie tworzenia? Planuje Pan stworzenie całkowicie nowego, bo własnego cyklu? A może zamierza Pan dokończyć historie rozpoczęte już na blogu?

FH: Mam jeszcze jedną ukończoną opowieść - „Lament”. Kryminał z akcją dziejącą się w podwodnym laboratorium badawczym jest ciekawym kontrastem dla „Selistis”. W bibliotece Schronienia jest też całkiem ciekawe opowiadanie, „Nadzieja”, dla tych, którzy chcieliby zobaczyć zupełnie inną twarz Pani w Czerni. Choć ta opowieść też jest kompletna, nie dopracowałem jej jeszcze na tyle bym mógł ją odłożyć i uznać za zakończoną.
W wolnych chwilach próbuję zarysować jeden z najświeższych moich pomysłów - „Melodia Duszy”. Jej motyw przewodni, zawikłanej w nieszczęśliwe przypadki pianistki i policjanta, który próbuje ją z tej sytuacji wyciągnąć, niesamowicie mi się spodobał. Sam jeszcze nie wiem, w którą stronę podąży ta opowieść. Z pewnością zawrę w niej nutę tragedii, jak i nutę romantyzmu.
Bardzo chciałbym też w końcu porządnie przysiąść nad „Ceną Szczęścia”. To opowieść, którą zacząłem opisywać od środka, a która spodobała mi się tak bardzo, że bardzo chciałbym pociągnąć ją dalej. Bezimienna bohaterka o wielu twarzach bardzo mocno przypadła mi do gustu. Mam wiele pomysłów na kolejne rozdziały, choć samo ich spisanie przychodzi mi z trudem. Wstęp wymaga wciąż poprawek, ale zachęcam do przeczytania samego trzeciego rozdziału. Choć ostrzegam, że jest dość brutalny.
Jak Pani widzi, próbuję swoich sił w różnych stylach prowadzenia opowieści i wciąż spisuję nowe pomysły. Przede wszystkim jednak chciałbym dokończyć te, które podobają mi się najbardziej. Większość z nich umieściłem w bibliotece Schronienia. Zachęcam do przeczytania kilku fragmentów.

        „Połowa człowieka składa się z książek, które przeczytał” – czy tak też jest z Panem? Czy na co dzień czyta Pan wiele powieści? A może ma Pan jakieś ulubione?

FH: Dużo czytam, choć nie zawsze czytam książki. Bardzo lubię serię „Świat Dysku” Pratchetta i opowieści o Jakubie Wędrowyczu, Pilipiuka. Seria Gamedeck Przybyłka jest również bardzo inspirująca. Pamiętam też, jak śmiałem się, gdy pierwszy raz poznałem paranoidalnego androida Marvina w „Autostopem po Galaktyce” Adamsa. To jedna z tych opowieści, do których bardzo lubię wracać.
Jednak największy wpływ na mnie miały nowele graficzne. Seria „Gdy Zapłaczą Cykady” (jap. Higurashi no Naku Koro Ni) i jej kontynuacja, „Gdy Zapłaczą Mewy” (jap. Umineko no Naku Koro Ni), Ryukishiego Reinany, zmieniły moje spojrzenie na sposób prowadzenia opowieści. Należą do najlepszych, jakie kiedykolwiek przeczytałem. I lepiej, jeśli na tym stwierdzeniu zakończę, bo o tych opowieściach mógłbym pisać godzinami.
Autorska wersja okładki powieści wykonana przez Piotra Stadnickiego.

16 komentarzy:

  1. Obszerne, ale ciekawe wypowiedzi :) I proszę okazuje się, że nie trzeba się kształcić w kierunku pisarstwa żeby napisać książkę :) To naprawdę imponujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obszerne, bo i autor miał co nieco do powiedzenia :D

      Ja wierzę w to, iż pisarz człowiek się rodzi, nie staje ;)

      Usuń
  2. Świetny wywiad. Już wcześniej pisałam, że książka mnie zaintygowała i chętnie się z nią zapoznam :) Rozmowa jeszcze bardziej mnie w moim przekonaniu utwierdziła, więc zapoluję na tę propozycję ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, gdzi również znajdziesz wywiady, recenzje oraz konkursy ;)
    www.nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wywiad przypadł do gustu!
      Książkę polecam!

      Usuń
  3. Ten wywiad jeszcze bardziej skłonił mnie do tego, że chętnie sięgnęłabym po jego powieść ;) A okładki Autorskie moim zdaniem są cudowne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo mi się podobają autorskie okładki *.*

      Usuń
  4. Za pseudonimem kryje się ciekawa postać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale mrocznie i klimatycznie :) Świetny wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Bardzo byłam autora ciekawa, a nic w sieci za bardzo nie ma, poza blogiem. Cieszę się, że mogłam u Ciebie poczytać:):* Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pierwszy wywiad autora, ale na pewno nie ostatni :D

      Usuń
  7. Ale ciekawy wywiad! :) Sam autor zdecydowanie nietuzinkowy i fascynujący, a i powieści wydają się godne uwagi. I zgadzam się co do noweli graficznej "Kiedy zapłacą cykady" - niesamowita historia :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie muszę wziąć za tę nowelę!
      Tylko muszę ją gdzieś znaleźć! ;)

      Usuń